We wtorek pomachałam mężowi na pożegnanie i wysłałam na wczasy nad polskie morze z tatusiem do spa, żeby odpoczął przed zbliżającymi się obowiązkami. Poszłam do pracy, a wieczorem umówiłam się z położną w szpitalu, żeby podpisać umowę i pogadać o tym, jakie mam oczekiwania wobec niej przy porodzie.
Podobno poród często zaczyna się po nieprzespanej nocy. Poprzedniej nocy spałam już bardzo głęboko, kiedy mąż z krzykiem wyskoczył z łazienki. Zepsuł się kran i nie można było zatrzymać strumienia gwałtownie lejącej się wody. Walczyliśmy dłuższą chwilę z opornym zaworem, szukając jednocześnie telefonu do całodobowej pomocy hydraulicznej... To wszystko, na czele z nagłym wyrwaniem ze snu całkowicie wytrąciło mnie z równowagi. Jeszcze długo nie mogłam zasnąć. Nie mieliśmy pewności, czy kran jest dobrze zabezpieczony i denerwowałam się tym, że gdyby tak przyszło jechać do szpitala, bałabym się zostawić puste mieszkanie.
Pomimo tego, że mąż był cały czas, to położna prawie mnie nie opuszczała. Bardzo mi pomogła, aby poród przybiegał sprawiając jak najmniej bólu; były to masaże, ćwiczenia, zmiany pozycji, a także miłe słowo.
Zdecydowaliśmy się na dziecko świadomie, czekaliśmy na nie z miłością, mieliśmy oboje po 27 lat, obydwoje wykształcenie wyższe, ja w trakcie pisania doktoratu. Nasza radość była ogromna, gdy się udało, choć ja - zdecydowana racjonalistka - wiedziałam, że to dopiero początek drogi i może być różnie. Ciąża rozwijała się jednak prawidłowo, w 8 tyg. na USG serduszko pięknie biło i zaczęłam wierzyć, że wszystko skończy się szczęśliwie i za 7 miesięcy zostaniemy rodzicami. Pod koniec 14 tygodnia ciąży miałam mieć kolejną wizytę u lekarza razem z USG. Kilka dni wcześniej zaczęłam plamić, strasznie się wystraszyłam, natychmiast pojechałam do lekarza prowadzącego.
W takiej chwili jak poród, kobieta powinna być traktowana z godnością i mieć prawo swobody wyboru pozycji rodzenia. Ja rodziłam w sali, gdzie nic nie było i szczerze mówiąc zazdroszczę kobietom, które rodziły w wodzie. Wierzę, że było im łatwiej. Ale w małych miasteczkach długo takie porody będą traktowane jako luksusy lub fanaberie rozpieszczonych dziewczyn, histeryzujących przy porodzie. Takie właśnie opinie słyszy się od personelu medycznego.
Pozostaje mi życzyć sobie i innym kobietom, by Wasza akcja osiągnęła zamierzone cele.
W październiku 2005 roku urodziłam razem z mężem nasze pierwsze dziecko. Salka porodowa była ładna, kolorowa, dobrze wyposażona (łóżko z elektryczną regulacją wysokości i oparcia). Skurcze w I okresie były do wytrzymania, mogłam korzystać z prysznica - nawet podłączona do kroplówki, bo ze mną ?chodził" stojak - lub z piłki, choć w końcu z niej zrezygnowałam. Położna podpowiadała, która pozycja może przynieść ulgę.
To był mój drugi poród. Pierwszy zakończył się cięciem cesarskim pod narkozą. Ponieważ minęło 5 lat od tamtego wydarzenia, tym razem mogłam urodzić siłami natury. Na porodówkę trafiłam o godz. 7:00. Personel przyjął mnie życzliwie. Pozwolili mi zjeść śniadanie i zapytali czy chcę lewatywę. Oczywiście zgodziłam się, gdyż nie chciałam w trakcie porodu żadnych ?niespodzianek". Położna po śniadaniu powiedziała, że mogę zadzwonić do męża, by przyjechał.
W 35/36 tygodniu ciąży przyjęto mnie do Raciborskiego Rejonowego Szpitala na oddział patologii ciąży z objawami i rozpoznaniem przedwczesnego porodu. Cały personel starał się, aby moje maleństwo mogło jeszcze spokojnie dojrzeć w moim organizmie, aby nic mu się nie stało. Personel raciborskiego szpitala wykazuje dużą życzliwość i zrozumienie dla pacjentek. Podczas pobytu na patologii ciąży zaproponowano nam obejrzenie filmu o porodzie w wodzie. Wcześniej już interesowałam się tym tematem, a film mnie tylko utwierdził w podjęciu decyzji o porodzie w wodzie.
Agnieszka jest moim trzecim dzieckiem. Syna i córkę rodziłam 13 i 12 lat temu, i nie mam zbyt miłych wspomnień. Dlatego też okropnie, wręcz panicznie bałam się tego porodu. Aby dodać mi otuchy mój mąż postanowił, że będzie uczestniczył w porodzie. Poczułam ogromną ulgę, że nie będę sama w takiej chwili.
Minęło już 2,5 miesiąca od narodzin mojego syna i staram się nie wracać do początków naszego wspólnego życia, bo mówiąc krótko, nie były łatwe. Ale - ku przestrodze innym i by wziąć głos w dyskusji o tym, jak Rodzić, by było ?po Ludzku" - piszę.
Pierwszy poród sprzed trzech lat wspominam jak koszmar. Rodziłam przez cesarskie cięcie. Kazano mi paradować nago po izbie przyjęć, chodzić z cewnikiem (gdzie chodzili także odwiedzający) po schodach na salę operacyjną. Niemiły personel. Zero informacji o stanie zdrowia moim i dziecka. Odrapane ściany. Leżałam sama na sali (z powodu przeziębienia), zdarzało się, że mocz przelewał się z cewnika, nie dostawałam posiłków, bo o mnie zwyczajnie zapominano. Musiałam sprzątać po sobie, myć umywalki, ścielić łóżko.
Naprawdę byłam szokowana, że pomimo tylu moich próśb o pomoc (właściwie tylko przy karmieniu), tyle położnych to zbagatelizowało. Miałam wrażenie, że w tym szpitalu ja i moje dziecko jesteśmy chwilami niewidzialni. W związku z tym oto mój wniosek na przyszłość: w szpitalu trzeba piszczeć, stękać i lamentować, żeby ktoś zauważył, że potrzebujesz pomocy!
Czytaj więcej: W tym szpitalu ja i moje dziecko byliśmy niewidzialni
Decyzję o porodzie rodzinnym rozważaliśmy z mężem bardzo długo i przygotowywaliśmy się razem. Uczęszczaliśmy do szkoły rodzenia, która znajdowała się w szpitalu, w którym rodziłam. Zajęcia odbywały się raz w tygodniu i co ważne - szkoła była bezpłatna. Za poród rodzinny nie zapłaciliśmy ani złotówki, jedynie musieliśmy zakupić z aptece zestaw dla tatusia (fartuch, maseczka, czepek).
Do szpitala przyjechałam z regularnymi skurczami. Zostałam bardzo miło potraktowana przez położną, która mnie zbadała, a mężowi udzieliła niezbędnych informacji (poród rodzinny). W czasie I okresu porodu mogłam korzystać ze sprzętu do ćwiczeń (krzesełka, drabinki, materace), mogłam sama decydować o tym, jaką pozycję przyjmę, czy chcę się napić wody, mąż mógł być cały czas przy mnie i pomagał mi, a położna opiekowała się mną, lekarz kontrolował sytuację. Korzystałam również z wanny z hydromasażem.
Na miesiąc przed terminem porodu, gdy wybrałam się na porodówkę, żeby ją obejrzeć i zadać kilka pytań położna była zaskoczona: "A co tu jest do oglądania - przyjdzie pani rodzić to się sama przekona!". Już wtedy chciałam im serdecznie podziękować, ale...tutejsza neonatologia cieszyła się dobrą opinią w Krakowie, a dobro dziecka jest najważniejsze. Moja ciąża była wysokiego ryzyka, musiałam brać sporo leków, kilkakrotnie byłam hospitalizowana.
Czytaj więcej: Gdy poprosiłam o pomoc to położna dziwnie na mnie popatrzyła
Szczerze mówiąc i w zasadzie ?dzięki Bogu" swój poród pamiętam jak przez mgłę, gdyż był on koszmarem, przy którym odchodziłam od zmysłów.
Czytaj więcej: Gdyby personel był milszy nie musiałabym wspominać porodu jako koszmar
Rodzić zdecydowałam się w Szczytnie i, zgodnie z sugestią mojego lekarza, spotkałam się z położną środowiskową, która sprawowała nade mną opiekę. Pani położna oprowadziła mnie po oddziale położniczym i pokazała sale porodowe. Około 3.00 rano obudziły mnie skurcze. W łazience zobaczyłam, że zaczyna odchodzić czop. Obudziłam mamę, żeby zadzwoniła po pogotowie, a ja w tym czasie poszłam się umyć. W szpitalu zostałam miło przyjęta. Zrobiono mi podstawowe badania. Około 7.00 zbadał mnie lekarz i stwierdził, że jednak coś się dzieje, bo jest krwista wydzielina, ale to potrwa.
Czytaj więcej: Poród to jedyny dzień, w którym kobiecie wszystko wolno!
Pięć dni przed terminem, wieczorem zaczęły mi odchodzić wody. Rozmawiałam z moją Panią doktor przez telefon, która mnie uspokoiła i zapewniła, że to normalne.
Kobieta i dziecko mają prawo do kontaktu z rodziną.
Szpital nie powinien, bez uzasadnionego powodu, zabraniać lub utrudniać matce i dziecku kontaktu z rodziną. Odwiedziny powinny być tak zorganizowane, aby nie zakłócały pracy oddziału i nie naruszały intymności innych kobiet.
punkt 9 Dekalogu "Rodzenia po ludzku"