chcę otrzymywać wiadomości dla osób
profesjonalnie sprawujących opiekę nad kobietą w ciąży, podczas porodu i w połogu.





Partnerzy i sponsorzy:


Zmuszona do cesarki.


Pierwsze dziecko urodziłam siłami natury kilka temu. Ten poród dał mi niesamowitą siłę, energię. Urodziłam nie tylko swój największy skarb, ale narodziłam się również ja jako matka i kobieta. Pamiętam ciepły dotyk rąk cudownej położnej, aromatyczną kawę o czwartej nad ranem, masaż pleców, piłkę na której kołysałam się do rana. Pamiętam mokre ciało swojej córki, nieporadnie przecinaną pępowinę. Czułam dumę, szczęście wypełniało każdą część mojego ciała.

 

Druga ciąża upragniona, wyczekiwana. Gdzieś w okolicach 30 tygodnia maluch fiknął koziołka i usiadł na pupie. Robiłam wszystko, aby się obrócił. Świeciłam latarką, robiłam mostki, spałam  klęcząc. Każdego dnia masowałam brzuch, prosiłam „obróć się synku”. Dzisiaj nic go tak nie uspokaja, jak delikatny masaż. W 37 tygodniu lekarz zawyrokował -cesarka.  Maluch nie odwrócił się.  Rozmawiamy. Mówię, ze zgadzam się na poród pośladkowy. Lekarz nie pozostawia mi złudzeń. W szpitalu się nie zgodzą, choć sam przyznał, że kiedyś kobiety tak rodziły. Dzisiaj odchodzi się od porodów pośladkowych, bo lekarze nie potrafią ich przyjmować.  Wiem, że jest to poród podwyższonego ryzyka. Cesarka nie jest obarczona ryzykiem?  Jest to poród, który przebiega tak samo jak poród z ułożeniem podłużnym główkowym płodu. Krytyczna jest faza parcia. Z reguły nie trzeba nic robić, aby dziecko normalnie się urodziło. To kwestia odpowiedniego przytrzymania dziecka. Znam kilkanaście osób, które się tak urodziło bez uszczerbku na zdrowiu.  Gdzieś przeczytałam wypowiedź jakiegoś doświadczonego lekarza, że dzisiaj medycy są niecierpliwi. Taki poród wymaga czasu, uwagi, cierpliwości. „Lepiej zrobię cięcie przynajmniej mi nic nie zarzucą”. 
Weszłam do domu, zamknęłam drzwi i rozryczałam się. Dosłownie wyłam przez tydzień,
dzień i w nocy. Nie wiem dlaczego tak emocjonalnie zareagowałam. Wiele ciężarnych na tę wiadomość ucieszyłoby się, ale nie ja. 12  dni później idę  do szpital umówić się na termin cc. 
Łudzę się, że może… Nadzieja umiera ostatnia.  Lekarz zdecydował, że jutro zabieg. Myślałam, że wykonanie  wyroku odwlecze się choć o kilka dni.  Nie dyskutuje ze mną wypowiada jedno zadnia, które brzmi jak usprawiedliwienie swojej decyzji „tak będzie lepiej” . Próbuję  rozmawiać.  Słyszę tylko jedno „Chce pani mieć kalekę?” Lekarz jest doświadczonym medykiem z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem. Jestem ciekawa, co mówił swoim pacjentkom z pośladkowym ułożeniem wiele lat temu? Dostaję łatkę upartej, przemądrzałej. Noc w szpitalu była straszna, łudziłam się ,że mały się odwróci. Miałam ochotę uciec w koszuli nocnej. O piątej rano rozryczałam się. Dzisiaj się dziwię, że nikt z personelu nie zauważył, że jestem w kiepskiej kondycji psychicznej. Dlaczego tyle razy robiono mi KTG, a nie porozmawiano?  Mój krzyk był niemy.  Posłusznie idę na (ś)cięcie.  Nie robię cyrku. W środku się trzęsę. Boję się o dziecko. Za chwilę zostanie wyrwane z bezpiecznego świata wody, ciszy i ciemności w świat powietrza, hałasu i światła.  Jeszcze o tym nie wie. Zastanawiam się jak przeżyje te traumatyczne narodziny. Ja też nie jestem gotowa emocjonalnie.    Po kilku minutach dziecko jest na świecie. Kładą mi je na piersi.  Po operacji dostaję dziecko  i karmię. Wiem, że wszyscy się starali, aby cc było po ludzku. Uśmiecham się przez łzy.  Cieszę się dzieckiem, właściwie udaję, że jest wszystko dobrze. Nie czuję, że urodziłam. Nie było tego cudownego bólu, który daje moc, tego pięknego doświadczenia swojego ciała i umysłu, tego zastrzyku energii i mocy. Czuję się okradziona z pięknych doświadczeń, emocji i siły. Na tym przeklętym stole czułam się kupa mięsa, którą należy pokroić i zaszyć.   W mojej głowie kłębią się setki pytań. Myślę, że wszystko będzie dobrze, że to już bez znaczenia.   Po dwóch tygodniach trafiam znów do szpitala z gorączką. Rozwija się zapalnie macicy. Trzy tygodnie później rozwija się depresja. Dni przeciekają przez palce. Każdy dzień jest walką. Dzieci są moją największą radością. Straciłam zaufanie do siebie, do swojego ciała i do lekarzy. Najtrudniej wybaczyć sobie. Czuję się okaleczona. Nie każda kobieta marzy o cesarce, o porodzie bez bólu.

sasakawa copy

sasakawa copy

jeden procent

sasakawa copy

kobiety mowia www

zorganizuj pokaz filmu zielony

baza porodowek

konferencje2016.jpg

raporty red

iconka zamow publikacje

iconka lektury obowiazkowe