Anioły z Lędzin zamknięte na amen

W Nowy Rok w Lędzinach zamknięto ostatnią w Polsce izbę porodową. Nie pomogły petycje, prośby matek, interwencja rzecznika praw obywatelskich.

Antoni waży 3880 g i ma 58 cm długości. Miał się urodzić dopiero 4 stycznia. Jego mama Katarzyna Zoń dowiedziała się jednak, że z Nowym Rokiem izba w Lędzinach zostanie zamknięta. - Antoś chyba poczuł, że musi się pospieszyć. Bo porodu w szpitalu boję się jak ognia - mówi Zoń. Synka urodziła w sylwestra nad ranem. - To moje czwarte dziecko i drugie urodzone tutaj. To świetne miejsce, dla mnie lepsze od prywatnej kliniki, bo tu jest swojsko. To absurd, że izbę zamykają.

Ale tak właśnie się stało - w sylwestra wieczorem po panią Katarzynę przyjechał mąż i zabrał z synkiem do domu. Kilka godzin później jedyna nieszpitalna porodówka w Polsce przestała działać.

Położne z Lędzin niemal do końca wierzyły, że do tego nie dojdzie. Izba działała od 57 lat. Już kilka razy próbowano ją zamykać, ale za każdym razem mieszkańcy Lędzin ją wybronili. Byli z niej dumni, bo kobiety - nawet z dużych miast - chętnie przyjeżdżały, by właśnie tu urodzić. W akcji "Gazety" "Rodzić po ludzku" izba otrzymała dwa razy nagrodę, a w 2006 r. położne dostały od matek tytuł Aniołów - za wyjątkową opiekę nad rodzącymi i domową atmosferę.

- Przepracowałam tu 40 lat. To moje życie - mówi Anna Wójcik-Ścierska. Głos jej się łamie. Urszula Sroka (13 lat pracy), Ilona Czok (38) i Maria Klima (22) płaczą. Czok: - Przegrałyśmy z bezdusznością.

"Bezduszni" to ci, którzy nie rozumieją, że nie wszystkie matki muszą i chcą rodzić w szpitalach, że w większości rozwiniętych krajów działają domy narodzin, w których nie ma ani sali do cesarskich cięć, ani sztabu lekarzy, a poród odbywa się siłami natury.

Jednak Narodowy Fundusz Zdrowia żąda, by każda porodówka mieściła się w szpitalu i do tego spełniała szereg wymogów. Opracował je prof. Stanisław Radowicki, krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa. "Gazecie" tłumaczył, że skoro jest coraz więcej cesarskich cięć, to w każdej porodówce powinna być sala do ich przeprowadzenia. - Czy ktoś może zagwarantować, że skoro dotąd nigdy nie doszło w Lędzinach do powikłań, będzie tak nadal? - pytał.

Ale matki wybierały Lędziny właśnie dlatego, że było tam zupełnie inaczej niż w szpitalu. Dlatego Andrzej Furczyk, dyrektor lędzińskiego ZOZ-u, przygotowując ofertę dla NFZ, nawet nie obiecywał, że wybuduje salę do cesarek albo zatrudni sztab nowych lekarzy (przy każdym porodzie w Lędzinach był lekarz). - To mijałoby się z celem, zniszczyłoby to miejsce - tłumaczy.

W obronie izby z Lędzin stanął wiceminister zdrowia Marek Haber, który sam jest ginekologiem. Fundacja Rodzić po Ludzku napisała petycję do prezesa NFZ. Podpisało się pod nią prawie 2 tys. osób. Interweniował także rzecznik praw obywatelskich. W liście do ministra zdrowia przypomniał, że zgodnie z prawem położne mają prawo do samodzielnego wykonywania zawodu, czyli samodzielnego przyjmowania porodów, a warunki stawiane przez NFZ praktycznie im to uniemożliwiają.

Jeszcze kilkanaście dni temu była nadzieja, że NFZ przedłuży kontrakt dla lędzińskiej porodówki przynajmniej o trzy miesiące. Powód: prawie połowa szpitalnych oddziałów też nie spełnia wymogów funduszu, dlatego śląski NFZ odwołał cały konkurs i podpisał ze szpitalami jedynie aneksy do umów na 2009 r. Ale Zygmunt Klosa, szef śląskiego NFZ, nie zgodził się z Lędzinami nawet na takie rozwiązanie. I nie chodzi nawet o brak sali do cesarek. Izba nie spełnia także innych warunków stawianych porodówkom: nie ma intensywnej terapii, rezonansu magnetycznego, a także chłodni i miejsca do wydawania zwłok!

W ostatni dzień starego roku część położnych odebrała wypowiedzenia. Inne poprowadzą, przynajmniej przez najbliższe miesiące, szkołę rodzenia. - Nie chcę tego miejsca zamykać na amen, ale nie mam pojęcia, czy będą chętne do szkoły, skoro nie będzie tu już można rodzić - mówi dyrektor Furczyk.

Wójcik-Ścierska: - Przegrałyśmy, bo o naszych sprawach decydują profesorowie i prezesi. Dobro maluczkich się nie liczy. Ale to miejsce się jeszcze odrodzi. Więcej, wcześniej czy później powstaną nowe domy narodzin, tak jak się to dzieje na Zachodzie, bo kobiety takich miejsc chcą i już się tego nie powstrzyma.

Judyta Watoła, Gazeta Wyborcza Katowice 2009-01-03

Inspiracje

Kobieta może - zgodnie z prawem - wybrać dowolny szpital, a także rodzić w izbie porodowej i w domu. Jeśli w wybranym przez kobietę szpitalu nie ma miejsc, wtedy personel powinien zatroszczyć się o to, aby trafiła ona tam, gdzie warunki są jak najbardziej zbliżone do oczekiwanych przez nią.

punkt 2. Dekalogu "Rodzenia po ludzku"


Sonda

Michel Odent podczas konferencji "Dokąd zmierzamy? - nowe spojrzenie na poród" mówił o tym, że jednym z podstawowych warunków, jakie należy zapewnić kobiecie rodzącej, jest poczucie bezpieczeństwa i intymności (mała liczba osób w sali porodowej, przygaszone światło etc.). Czy podczas Twojego porodu były spełnione powyższe warunki?

Tak, miejsce w którym rodziłam spełniało powyższe kryteria. - 30.3%
Przez część porodu miałam zapewnione wszystkie warunki, o których mówił M. Odent. - 19%
Miałam zapewnione powyższe warunki przez niewielką część porodu i w niewielkim zakresie. - 9.1%
Podczas mojego porodu powyższe warunki w ogóle nie zostały spełnione. - 41.6%

Liczba głosów: 231
Głosowanie zostało zakończone. na: 28 Kwi 2012 - 09:59