Czy Anioły muszą zniknąć?

Rozmowa Dominiki Wielowieyskiej z prof. Arturem Jakimiukiem, szefem Kliniki Położnictwa i Ginekologii szpitala MSWiA w Warszawie

Ostatnia izba porodowa w Polsce walczy o przetrwanie, bronią jej kobiety, które tam rodziły. Izba w Lędzinach była nagradzana w akcji "Gazety" "Rodzić po ludzku". Rodzące przyznały tamtejszym położnych tytuł Aniołów za wyjątkową troskliwość. Ale - jak pisaliśmy wczoraj - izbie grozi likwidacja, bo NFZ wymaga teraz od porodówek, by miały salę operacyjną do cesarskich cięć.

Artur Jakimiuk: Nie mogę ocenić tego przypadku, bo nie znam warunków tam panujących. Wiem jednak, że w wielu krajach izby istnieją i dobrze spełniają swoją rolę. Położna zgodnie z prawem jest uprawniona do odebrania porodu. Ciężarne są zadowolone z opieki położnych także w czasie ciąży, bo mają one więcej czasu na rozmowę, wiedzą o pacjentce więcej niż lekarz, który tylko co jakiś czas wykonuje rutynowe badanie. Niektóre kobiety chcą rodzić w warunkach nieszpitalnych i ja to rozumiem.

To może, zamiast likwidować ostatnią izbę, należałoby otwierać nowe?

- Nie jestem przeciwny izbom porodowym. Izby mogłyby być pożyteczne tym bardziej, że dziś - choćby w Warszawie - brakuje miejsc na porodówkach. Powinny jednak spełniać pewne warunki. Ważna jest logistyka, np. ile czasu zajmuje dojazd z izby do szpitala w razie nagłych powikłań. Drugie ważne pytanie, czy kobieta w czasie ciąży była pod stałą opieką specjalisty, który tuż przed porodem ocenił, czy w jej przypadku nie ma ryzyka. Problem polega na tym, że wiele kobiet nie robi badań kontrolnych i nie chodzi regularnie do ginekologa. A przecież pacjentka - zanim dokona wyboru - musi pamiętać o ryzyku, które wiąże się z porodem w takiej izbie.

Jak duże jest to ryzyko?

- Ono zawsze istnieje. Nie wszystkie komplikacje uda się przewidzieć, a sytuacja potrafi się zmieniać dynamicznie. Chodzi nie tylko o ryzyko związane ze zdrowiem dziecka, ale także np. o krwotoki poporodowe.

Szpitale prywatne w ciężkich przypadkach także odsyłają rodzące do szpitali publicznych i nikt nie mówi wtedy o ryzyku związanym z transportem.

- Tak, ale w szpitalu prywatnym przy porodzie jest ginekolog położnik. W takich przypadkach ważne jest natychmiastowe podanie leków obkurczających macicę, a o tym może zdecydować tylko lekarz, a nie położna.

W izbie w Lędzinach lekarz też asystuje przy każdym porodzie.

- To bardzo dobrze. Jeśli izba znajduje się blisko szpitala, to ważna jest nie tyle sala operacyjna, co właśnie obecność lekarza.

Po to, aby mogły powstawać następne izby, należałoby ustalić reguły odpowiedzialności ich personelu i wymagań wobec izb, tak aby zminimalizować ryzyko związane z powikłaniami.

Kobiety nie muszą rodzić w szpitalach

Fundacja Rodzić po Ludzku apeluje do minister zdrowia i prezesa NFZ o decyzje, które umożliwią izbie porodowej w Lędzinach na Śląsku dalsze działanie. - Wysłaliśmy list do minister zdrowia Ewy Kopacz i prezesa NFZ z apelem, by umożliwili izbie zachowanie kontraktu, a w przyszłości stworzyli takie przepisy, które sprawią, że powstaną kolejne. Matki potrzebują takich miejsc - przekonuje Anna Otffinowska, prezeska fundacji.

judy, Katowice

Gazeta Wyborcza, 22-10-2008

Inspiracje

Poród jest wydarzeniem intymnym.
Rodząca ma prawo domagać się, aby poród odbywał się w miejscu i w sposób gwarantujący poszanowanie jej godności oraz poczucia intymności. To samo tyczy się wszystkich badań i zabiegów. Każda kobieta powinna być pytana o zgodę na obecność przy badaniach i porodzie studentek położnictwa, studentów medycyny.

punkt 6. Dekalogu "Rodzenia po ludzku"


Sonda

Czy wiesz co to jest Plan Porodu, jak go opracować i jaka jest jego rola?