Lędziny: Tu się rodzą całe rodziny
Rozmowa z Iloną Czok, położna z Lędzin, która w izbie porodowej przepracowała 35 lat
Judyta Watoła: Co się dzieje teraz w Lędzinach?
Ilona Czok: Od kilku dni odwiedzają nas mamy z dziećmi, te, które u nas rodziły, żeby podpisać się pod listem w obronie naszej izby. Cieszymy się z tych odwiedzin, bo jak na kilkunastotysięczne Lędziny to jest ich bardzo dużo.
Co im się tak u was podoba?
- Pracowałam krótko jako położna w szpitalnych porodówkach. Tam jest zupełnie inaczej. Nie mówię, że źle. Szpitale są przecież potrzebne. Ale nie każdej położnej wystarczy spełnianie poleceń lekarzy. Według prawa to samodzielny zawód. No i nie każdej mamie odpowiada, że podczas badania naraz ogląda ją kilku lekarzy, a jak to jest klinika, to jeszcze kilkunastu studentów. Skoro jej nic nie jest, to dlaczego ma być tak odarta z intymności.
Z tych powodów nie mogłam znieść atmosfery w szpitalu i szybko wróciłam do naszej izby. Bo jak do nas przychodzi dziewczyna, to ona dla nas jest jak gość w domu. Chcemy, żeby czuła się jak w gościnie.
Jak ją gościcie?
- Jeśli to jest mama, która nas nie zna, to takie pierwsze odwiedziny są zazwyczaj na wiele tygodni przed porodem. Przychodzi sobie obejrzeć to miejsce, poznać nas. My ją oprowadzamy, pokazujemy pokoje, salę urodzin, opowiadamy, jak wygląda nasza praca. Przeprowadzamy z nią też rozmowę, bo może od razu się okazać, że ona jednak u nas rodzić nie może, że powinna w szpitalu. Taka mama musi być w 100 proc. przekonana, że u nas będzie się jej rodzić dobrze. Nieprzekonane odsyłamy do szpitala, tak jest dla nich lepiej.
A co dzieje się po pierwszych odwiedzinach.
- Przyszła mama przychodzi na szkołę rodzenia i jeśli wszystko gra, w końcu na poród. To najbardziej kocham w tej pracy: uczestniczyć w narodzinach. Bo wie pani, jak przy tej mamie jest tata, jak to jeszcze jest ich pierwsze dziecko, to tu nie tylko chodzi o to, że nowy człowiek przychodzi na świat. To oczywiście wspaniałe, ale tu jednocześnie rodzi się nowa rodzina. I to dopiero jest ekstra!
rozmawiała Judyta Watoła, Gazeta Wyborcza Katowice, 24-10-2008