Jeśli poród domowy jest dobrze przygotowany, a komunikacja między położną a szpitalem pełna, to jest on zupełnie bezpieczny - mówi były dyrektor departamentu w Światowej Organizacji Zdrowia Marsden Wagner *
Eva Labusova *: Wszyscy wierzymy w postęp medycyny, a tu nagle Pan podważa wiarę w nowoczesny szpital położniczy. Rozumiem, gdy takie poglądy wyrażają organizatorzy społecznej akcji "Rodzić po ludzku", ale Pan, lekarz i naukowiec?
Marsden Wagner: Po II wojnie światowej nadeszła era technologii. Bo skoro można dolecieć na Księżyc, to można też ocalić wszystkie noworodki. Większość lekarzy jest przekonana, że przeniesienie porodu do szpitala w XX w. zmniejszyło umieralność okołoporodową. Badania wskazują, że stało się tak raczej dzięki lepszym standardom mieszkaniowym, zdrowszemu odżywianiu się, planowaniu rodziny, antybiotykom, transfuzjom krwi.
Nie ma dowodów na to, że szpital jest bezpieczniejszy dla kobiet bez powikłań ciążowych. Ale jak już poród trafił do szpitala, rozwinęły się nowe `techniki` interwencji: leki, USG czy urządzenie do mierzenia tętna płodu (KTG). Bez badań, bez naukowej oceny.
Kobiety się buntują. Skarżą się na ograniczenie swobody, uprzedmiotowienie. Szpital odbiera im...
- ...właśnie, skradziono im macierzyństwo. Na Zachodzie w latach 80. wyłoniły się dwa podejścia: medyczne, propagowane przez lekarzy, oraz społeczne, rozpowszechniane przez położne, wiele środowisk kobiecych i większość naukowców.
Model medyczny sprawdza się w przypadkach chorób i urazów, ale zawodzi tam, gdzie chodzi o naturalne wydarzenie rodzinne, jakim są zdrowe narodziny. Badania dowiodły np., że KTG u każdej rodzącej zwiększa częstotliwość cesarskich cięć, śmiertelność noworodków nie zmniejsza się.
Gdy po raz pierwszy brałem udział w porodzie domowym, przeżyłem szok. Zobaczyłem moc kobiety panującej nad swoim ciałem. Odkryłem, że mężczyźni boją się kobiet, boją się natury spuszczonej z uwięzi. Tak więc męskie środowisko położników chce zapanować nad porodem, "wyleczyć" kobietę z porodu, co jest niemożliwe, chyba że się go powstrzyma.
Położnicy chcą zatrzymać poród?
- Poród jest funkcją autonomicznego układu nerwowego i nawet same kobiety nie mają nad nim kontroli. Sposobem, by nim zawładnąć, jest użycie leków, aby go przyspieszyć lub przyhamować blokadą zewnątrzoponową (znieczuleniem). Naturalny poród zamienia się w wydarzenie chirurgiczne, a na końcu dziecko wyciąga się siłą lub wycina.
To wszystko podszyte jest strachem. Jeśli mi nie wierzycie, poproście położnika, by opowiedział o wszystkich kobietach, które wyciągnął ze szponów śmierci. A przecież jeśli poród odbywa się spontanicznie, a jeszcze ma miejsce w domu rodzącej lub domu narodzin, to prawie nigdy nie `wymaga` interwencji z zewnątrz.
Dom narodzin, czyli...
- ...placówka, gdzie kobieta jest w warunkach quasi-domowych, pod opieką tylko położnej, ale czuje, że jest chroniona przez instytucję. Takie uczłowieczone podejście rozwinęło się tam, gdzie środowisko położnych jest silne - w Holandii, Nowej Zelandii, krajach skandynawskich. Wskaź`niki` interwencji medycznych są tam oczywiście najniższe.
Inaczej jest w USA, we Francji, w Rosji, Brazylii, na Węgrzech, w Polsce - dominują lekarze, a położne są na bocznym torze. Lekarze położnicy nadzorują pracę położnych i ponoszą odpowiedzialność za to, co one robią. Ale kto powiedział, że tak ma być? Oni sami!
W USA cesarskie cięcie jest najczęściej wykonywanym zabiegiem chirurgicznym! Nawet w ortodoksyjnej literaturze medycznej można przeczytać, że połowa cięć jest nieuzasadniona. Prawie każda rodząca Amerykanka korzysta ze znieczulenia nadtwardówkowego.
Trzeba by chyba zrobić akcję "Childbirth with dignity"?
- Może... Od dziesięcioleci w USA trwa pranie mózgu: rodzenie jest niebezpieczne! To uzasadnia rolę lekarza. A z wielu badań wiemy, że gdy poród jest normalny, bezpieczniej, gdy odbiera go sama położna. Dlatego w krajach, gdzie kobietami opiekują się wyłącznie położne, przy porodzie umiera mniej dzieci i kobiet niż w USA, Czechach czy w Polsce.
"Rodzić po ludzku" to według definicji polskiej akcji cały dekalog: prawo do informacji, intymności, kontakt z dzieckiem, obecność kogoś bliskiego...
- Dla mnie po ludzku jest wtedy, gdy kobieta jest w centrum wydarzeń, gdy to ona, a nie lekarz ma kontrolę. Gdy traktowana jest jak człowiek, a nie maszyna do robienia dzieci.
W szpitalach wywołanie porodu jest nagminne, używa się silnych leków, które zwiększają ból i ryzyko. Personel zmienia się co osiem godzin. Po porodzie matce odbiera się dziecko, by wykonać badania, choć dowiedziono, że nie wolno tego robić, chyba że dziecko jest ciężko chore. Personel szpitala często nie wie, jak wygląda poród `bez` interwencji. Gdy na wykładach przedstawiam położnikom dane o bezpieczeństwie rodzenia poza szpitalem, spotykam się z oporem. Wtedy proszę, by podnieśli ręce ci, którzy widzieli poród domowy. Nikt nie podnosi.
W wielu krajach porody we własnym domu to partyzantka. Większość ludzi powie, że to szaleństwo.
- Ale my mówimy tu o zaplanowanym porodzie domowym albo o rodzeniu w domach narodzin - tak czy inaczej z udziałem położnych i przy gotowości szpitala do współpracy. Badania dowodzą, że jeśli poród domowy jest przygotowany, a komunikacja między położną a szpitalem pełna, to jest to zupełnie bezpieczne. Wśród 5 tys. porodów domowych w USA i Kanadzie w 2001 r. nie stwierdzono większej liczby zgonów kobiet i dzieci niż w dobrych szpitalach.
Największym niebezpieczeństwem jest... strach lekarzy. Personel szpitala bywa napastliwy wobec położnej i rodziców, którzy w razie komplikacji przyjeżdżają z porodu domowego. Dlatego położne domowe długo się wahają, nim zadzwonią po poradę lub zawiozą rodzącą do szpitala.
* MARSDEN WAGNER
neonatolog, położnik, epidemiolog. Były dyrektor Departamentu Zdrowia Kobiet i Dzieci stanu Kalifornia i Centrum Naukowego Służby Zdrowia w Kopenhadze. Przez 15 lat szef Departamentu Zdrowia Kobiet i Dzieci w WHO.
rozmawiała: EVA LABUSOVA, fundacja Aperia, czeski odpowiednik fundacji Rodzić po Ludzku, TłUM. SEBASTIAN SĘK
Gazeta Wyborcza, 2006-11-02
Rutynowe nacięcie krocza nie ma uzasadnienia.
punkt 18. zaleceń WHO "Poród nie jest chorobą"