Petycją kobiet nikt się nie przejął
Judyta Watoła rozmawia z Anną Otffinowską, prezeską Fundacji Rodzić po Ludzku.
Judyta Watoła: Fundacja Rodzić po Ludzku od pół roku posyła listy do ministerstwa i NFZ z prośbą o ratunek dla izby w Lędzinach. I nic. Nikt nie czyta waszych listów?
Anna Otffinowska, prezes fundacji Rodzić po Ludzku: - Poza listami złożyliśmy też w Ministerstwie Zdrowia i NFZ petycję w obronie Lędzin podpisaną przez 1300 osób. Prosiliśmy o szansę - kontrakt do czasu kiedy zespół przy ministrze zdrowia opracuje nowe standardy opieki okołoporodowej i w nich zapisze, na jakich warunkach obok szpitalnych porodówek mogą działać takie miejsca jak izba w Lędzinach. Takie standardy obowiązują w wielu zachodnich krajach.
Dopiero ostatnio dostaliśmy z ministerstwa odpowiedź, ale nic z niej nie wynika, bo jej autor tylko relacjonuje prace zespołu, o którym mówiłam. Tak jakby nie wiedział, że też w nim jestem. NFZ nie odpowiedział nam wcale.
Los Lędzin jest w rękach krajowego konsultanta w dziedzinie położnictwa i szefa NFZ. Kobiety, które stają w obronie izby, nie mają nic do powiedzenia?
- Wygląda na to, że nie. Petycją, którą głównie podpisały kobiety, nikt się nie przejął. Głosem krajowej konsultantki w dziedzinie pielęgniarstwa położniczego też nie. To niesprawiedliwe, by głosy kobiet tak ignorować.
Ale nie mamy zamiaru zrezygnować z walki o Lędziny. Ktoś musiałby nas przekonać, że stwarzanie kobietom wyboru, gdzie chcą rodzić, jest złe.
Rozmawiała Judyta Watoła, Katowice, Gazeta Wyborcza, 2008-11-29,