Poród tylko dla bogaczy

 

Ponad 40 proc. rodzących w Polsce dopłaca do porodu. Publiczne szpitale podzieliły pacjentki na lepsze i gorsze zależnie od zasobności ich kieszeni.

 

 

Jest taki kraj, gdzie co roku ponad 100 tys. kobiet musi kupić prawa, które im się należą. Mniej zamożne kupują mniej praw, te zamożniejsze mogą kupić nawet wszystko, co jest zapisane w konstytucji i ustawach. Ten kraj nie leży na Antypodach, ale nad Wisłą. Kobiety kupujące prawa to matki. Co roku ok. 380 tys. kobiet rodzi w Polsce dzieci, ponad 40 proc. z nich dopłaca do porodu. Tak wynika z 38 tys. ankiet nadesłanych przez matki na tegoroczną akcję "Rodzić po ludzku".

Za co płacą? Za poród rodzinny

"Moja żona będzie rodzić w szpitalu w Cieszynie. Dyrektor szpitala ustalił obowiązkową opłatę za poród rodzinny - 200 zł. Naszym zdaniem ta opłata jest niczym nieuzasadniona. Kiedyś był zwyczaj, że rodzice kupowali (kto ile mógł) cegiełki lub zostawiali drobne sprzęty do wyposażenia, np. lampkę nocną".

"Piszę z Gdańska. Chciałabym zapytać, jakim prawem szpitale pobierają opłaty za poród rodzinny? Słyszałam, że nie wszędzie w Polsce bierze się za to pieniądze, ale w moim mieście każdy szpital ma swój cennik. Jeżeli nie mam pieniędzy, to jestem skazana na poród w samotności?".

Jak widać, zwyczaj dopłat do porodów ogarnął cały kraj, od Bałtyku po Tatry.

Początki były niegroźne. Kiedy 11 lat temu w drugiej edycji akcji "Rodzić po ludzku" upowszechnialiśmy ideę porodów rodzinnych, najszybciej przekonali się do niej rodzice, potem położne, a lekarze stawiali największy opór, uważając to za dziwactwo. Sprzeciw często maskowali argumentem ekonomicznym - pobyt na oddziale osoby towarzyszącej matce dodatkowo kosztuje. Trzeba tatusiowi zapewnić jednorazowy fartuch i ochraniacze na buty, czasem poczęstować obiadem. Biednych szpitali utrzymywanych z budżetu nie stać na takie koszty dodatkowe - argumentowali ordynatorzy.

Wydawało się wtedy, że opłata w wysokości 10 czy 15 zł nie zrujnuje żadnej rodziny. Wkrótce jednak symboliczne opłaty zaczęły rosnąć i upowszechniać się. Zielone światło zabłysło wraz z reformą systemu zdrowia w 1999 r. Szpitale stały się jednostkami samodzielnymi utrzymującymi się z pieniędzy zarobionych na wykonywaniu usług zdrowotnych. Za usługi, czyli porody, płaciły kasy chorych. Ale szpitale mogły dorabiać za zapewnienie luksusowych warunków. Oddzielna sala do porodu była traktowana jak luksus, bo standardem były sale na pięć czy sześć łóżek zwane "tramwajami".

W sali ogólnej też można rodzić z mężem. Teoretycznie. Bo trzeba uzyskać zgodę kobiet rodzących obok. W ustawie o zakładach opieki zdrowotnej zapisano, że pacjent ma prawo `do` intymności i poszanowania godności. Poród jest `wydarzeniem` intymnym. Jeśli odbywa się w wieloosobowej sali, "tworzy się mocno krępująca atmosfera i panowie są co chwilę wypraszani" - napisała jedna z matek.

W ostatnich latach wiele oddziałów położniczych zostało zmodernizowanych i wyremontowanych za pieniądze samorządów, a więc podatników. Dlaczego zatem za coś, za co już raz zapłaciliśmy, pacjentki muszą płacić po raz drugi?

Najprościej zabronić

- NFZ powinien w kontraktach ze szpitalami zastrzec, że szpital nie ma prawa pobierać opłat od pacjentek - powiada prof. Stanisław Radowicki, konsultant krajowy ds. położnictwa. Jest to rozwiązanie stosunkowo proste, ale niebezpieczne.

W jednym z łódzkich szpitali sala do porodów rodzinnych kosztuje 500 zł. Co miesiąc znajduje się sześć-osiem zamożnych rodzin chętnych do skorzystania z apartamentu, ale przez większość czasu obiekt stoi pusty i można po nim oprowadzać wycieczki. Za to sale ogólne są zajęte non stop. W zgiełku i ciasnocie rodzi się tam 170 dzieci na miesiąc.

Wyobraźmy sobie, że wyjdzie zakaz pobierania opłat za korzystanie z sali luksusowej. Przecież ta sala nie zniknie. Kluczem do jej otwarcia stanie się wtedy koperta włożona do kieszeni odpowiedniego fartucha. To już lepiej tolerować oficjalne opłaty, niż otwierać drzwi korupcji.

Nie przewidzieliśmy, że kurs na komercję przy porodach przyjmie takie rozmiary. Za przywilej kilkugodzinnego korzystania z oddzielnego pomieszczenia niektóre szpitale żądają więcej niż dobry hotel za apartament. Płaci się również za znieczulenie. Różnie. Za znieczulenie zewnątrzoponowe szpitale żądają 200, 500 albo 800 zł. Wysokość opłat nie ma nic wspólnego z kosztami środków farmakologicznych zastosowanych do znieczulenia (zestaw jednorazowy do wykonania znieczulenie kosztuje ok. 100 zł, a sam lek 20 zł). Pozwala natomiast zarobić anestezjologom. Rządzi tym prawo popytu - skoro nie chcą bólu, muszą bulić.

Z listów czytelniczek wyłania się przerażający obraz. Poród w przyzwoitych warunkach kosztuje do kilku tysięcy złotych i nawet podwójne becikowe nie pokryje tych wydatków. Publiczne szpitale podzieliły pacjentki na lepsze i gorsze zależnie od zasobności ich kieszeni. Pacjentki o warunkach porodu komercyjnego mówią "niebo". W odróżnieniu od "piekła" tych bez pieniędzy. To wszystko odbywa się jawnie, choć niezgodnie z prawem. - Dopóki jestem ministrem zdrowia, nie zgodzę się na to, by pacjent do leczenia dopłacał z własnej kieszeni - deklarował wielokrotnie publicznie minister Zbigniew Religa.

Większość dyrektorów szpitali wie, że publiczna placówka nie może żądać pieniędzy za usługę medyczną, za którą i tak płaci NFZ. W cennikach szpitali widnieje więc pozycja "usługi ponadstandardowe". Trudno jednak ocenić, co jest ponad standard, skoro standardu porodu do dzisiaj nie ma.

Klucz w rękach polityków

W lutym "Gazeta" zorganizowała debatę na temat porodów, w której uczestniczył wiceminister zdrowia Bolesław Piecha - ginekolog, prof. Stanisław Radowicki - konsultant krajowy ds. położnictwa, i przedstawiciele NFZ. Wszyscy, od których zależy uporządkowanie tego bałaganu.

Bolesław Piecha obiecał wówczas, że w ciągu trzech miesięcy powstanie standard porodów, tak by było wiadomo, do czego każda rodząca pacjentka ma prawo w ramach obowiązkowego ubezpieczenia. Minęło siedem miesięcy. Standard jest już na ukończeniu, ale i tak nie określi, czy kobieta ma rodzić dziecko w sali wieloosobowej, czy w oddzielnej. Prezes NFZ Andrzej Sośnierz nie jest specjalnie zainteresowany opracowaniem standardu porodów. Bo jeśli taki powstanie - tłumaczy - to NFZ będzie poddany społecznej presji, by płacić za najwyższy. A na to nie ma pieniędzy.

To nie jest do końca prawda. Na większej liczbie porodów rodzinnych NFZ mógłby wręcz zaoszczędzić. Kobiety, które w trakcie porodu mają stałe wsparcie kogoś bliskiego rzadziej wymagają znieczulenia, częściej rodzą w sposób naturalny bez konieczności cesarskiego cięcia. Tak wynika ze statystyki porodów sporządzonej w Wielkiej Brytanii, bo przecież nie u nas. Im mniej leków i zabiegów, tym mniej powikłań, ale mniejszą medykalizacją porodów zainteresowanych jest niewielu lekarzy i tylko część pacjentek.

"Niedługo będę rodzić w Wejcherowie. Dowiedziałam się, że na izbie przyjęć będę musiała zapłacić 250 zł za obecność męża przy narodzinach naszego dziecka. Nie stać nas na taki wydatek, poza tym jest to bezprawne. Czy prawo bycia rodziną w najważniejszym jej momencie ma być tylko dla bogaczy? Czy macie Państwo jakieś możliwości, żeby ukrócić te haniebne praktyki?" - pyta jedna z matek.

Minister zdrowia ma w swoim ręku dwa klucze do uzdrowienia chorej sytuacji. Jednym z nich jest rozporządzenie ministra w sprawie wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia szpitalne pod względem fachowym i sanitarnym. W nowelizacji można by podkreślić, że poród powinien odbywać się w warunkach zapewniają`cych` intymność i obecność kogoś z rodziny. Gdyby tak się stało szpitale przestałyby planować remonty oddziałów położniczych w ten sposób, by z góry podzielić przyszłe pacjentki na biedne i bogate. Dzisiaj bardzo często z góry planuje się jedną salę "zarabiającą", a resztę dla plebsu.

Drugim kluczem w ręku ministra jest pomysł na sieć szpitali, który minister Religa chce ogłosić po wyborach samorządowych. Szpital, który będzie chciał działać jako instytucja publiczna i pobierać świadczenia od NFZ, będzie musiał spełnić wymogi ministerstwa. Jednym z kryteriów włączenia do sieci placówek finansowanych przez NFZ powinny być warunki, w jakich odbywają się porody.

Zmiany w rozporządzeniu ministra i kryteriach powstawania sieci można wprowadzić bardzo szybko. Nie wywoła to natychmiastowej rewolucji w szpitalach położniczych, ale wytyczy kierunek, w którym mają zmierzać.

Dokąd zmierza polska medycyna

Zgodnie z Konstytucją RP dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych ma być równy dla wszystkich obywateli niezależnie od ich sytuacji materialnej. W konstytucji jest też zapisane, że kobieta w ciąży ma prawo do szczególnej opieki państwa. Nie wiadomo, na czym ta "szczególna opieka" ma polegać, skoro państwo toleruje rosnącą nierówność.

Poród jest szczególnym wydarzeniem w życiu każdej rodziny. Może właśnie dlatego komercja przy porodach poszła tak daleko. Rodziny gotowe są wysupłać ostatni grosz, by to ważne wydarzenie nastąpiło w ludzkich warunkach, bez upokorzeń. Ale to obowiązek polityków, by godne warunki rodzenia zapewnić każdej rodzinie, nie tylko tej zamożnej. To politycy powinni wreszcie w praktyce określić, co oznacza "solidarne państwo" tak często przywoływane w przemówieniach. Bo na razie większość obywateli już w pierwszych godzinach swego życia przekonuje się na własnej skórze, że to tylko pusty slogan.

 

Elżbieta Cichocka
Gazeta Wyborcza, 2006-11-02

Inspiracje

Pomagam się kobiecie otworzyć. I mam tu na myśli nie tylko jej macicę. Pomagam jej całej otworzyć się na to przeżycie, na to doświadczenie. "Otworzyć się" - to jest słowo klucz, kiedy mówimy o porodzie.

Beatrijs Smulders, holenderska położna


Sonda

Michel Odent podczas konferencji "Dokąd zmierzamy? - nowe spojrzenie na poród" mówił o tym, że jednym z podstawowych warunków, jakie należy zapewnić kobiecie rodzącej, jest poczucie bezpieczeństwa i intymności (mała liczba osób w sali porodowej, przygaszone światło etc.). Czy podczas Twojego porodu były spełnione powyższe warunki?

Tak, miejsce w którym rodziłam spełniało powyższe kryteria. - 30.3%
Przez część porodu miałam zapewnione wszystkie warunki, o których mówił M. Odent. - 19%
Miałam zapewnione powyższe warunki przez niewielką część porodu i w niewielkim zakresie. - 9.1%
Podczas mojego porodu powyższe warunki w ogóle nie zostały spełnione. - 41.6%

Liczba głosów: 231
Głosowanie zostało zakończone. na: 28 Kwi 2012 - 09:59