Wrocławskie położne w tajemnicy przyjmują porody domowe. Choć nie łamią prawa, boją się reakcji środowiska medycznego.
Maria (imię zmienione) jest jedną z dwóch wrocławskich położnych, która zdecydowała się pomagać kobietom rodzącym w domu. Na co dzień pracuje w szpitalu na oddziale ginekologiczno-położniczym. O dodatkowym zajęciu nie rozmawia ze znajomymi, bo obawia się nieprzychylnych reakcji lekarzy i koleżanek po fachu. - Osoby, które długo pracują w szpitalu i napatrzyły się na wiele nieszczęść, widzą poród przez pryzmat patologii, a nie fizjologii - mówi Maria. - Tak, jakby patologia była normą, a fizjologia przypadkiem. Dlatego położne, które decydują się na przyjęcie porodu w domu, są uważane za szalone i mocno nieodpowiedzialne.
Jedno ze swoich dzieci Maria także rodziła w domu. Towarzyszyła jej położna i lekarz. - Położna uspokajała mojego męża, a lekarz moją położną. Ja mogłam skupić się tylko na porodzie - opowiada ze śmiechem.
Wrocław pozostaje enklawą strachu położnych przed ujawnieniem prawdy o porodach domowych. Kobieta, która poważnie myśli o urodzeniu w domu, ma tu wielki kłopot z dotarciem do kompetentnej osoby. Informacje przekazywane są pocztą pantoflową. Typowe położnicze podziemie.
Tymczasem w Warszawie, Katowicach lub Opolu w prywatnych zakładach opieki zdrowotnej przyszła mama może bez problemu znaleźć osobę gotową do przygotowania i poprowadzenia porodu w domu.
Ewa Janiuk, położna z 21-letnim stażem z Opola, od sześciu lat samodzielnie kieruje przychodnią położniczą. Dopiero wiele lat po ukończeniu nauki zrozumiała, że rodzenie w mieszkaniu nie jest szaleństwem. Chętnie pomaga w przyjściu na świat dzieciom na Śląsku, ale także we Wrocławiu i okolicy. O swojej działalności mówi otwarcie, bo pracując na własną rękę, nie jest uwikłana w zależności służbowe. Niechęć środowiska do akceptacji porodów domowych tłumaczy brakiem wiedzy na ich temat oraz nieznajomością prawa, które zezwala położnym na samodzielną pracę.
Maria z Wrocławia dodaje, że negatywna opinia ludzi z branży medycznej wynika z ich konserwatyzmu i strachu przed utratą części przywilejów. - W szpitalu rodząca jest tylko trybikiem maszynerii, która pracuje według utartych schematów - mówi. - Personel uważa, że w izbie przyjęć, na sali porodowej i na położnictwie ma być zawsze tak samo. Potem pacjentka wychodzi do domu i, hurra, jest po wszystkim. Kobieta jest zawsze kimś podrzędnym. A w domu sytuacja się zmienia - rodząca jest u siebie, a lekarz lub położna tylko gościem, który, tracąc część swoich przywilejów, czuje się niekomfortowo.
Porody domowe są jednak w Polsce ciągle zjawiskiem marginalnym.
Ewa Janiuk: - Decydują się na nie ludzie z elity. Dobrze wykształceni, odpowiedzialni, tacy, którzy lubią brać sprawy w swoje ręce.
Rocznie zaledwie kilka-kilkanaście wrocławianek rodzi w domu. Kobieta - najlepiej do 35. roku życia - musi być absolutnie zdrowa i najlepiej, by rodziła po raz drugi. Dyskwalifikujące są najmniejsze zakłócenia przebiegu ciąży.
Bożena Waluśkiewicz (z wykształcenia położna, prowadzi poradnię laktacyjną) sześć lat temu urodziła w domu syna Jędrka. W szpitalach trwały właśnie strajki, bała się, że będą problemy. - To było moje trzecie dziecko. Rodziłam w sypialni. Towarzyszyła mi doświadczona położna, do której miałam ogromne zaufanie, taka `z` intuicją, wiedzą i charyzmą. Czułam się z nią bardzo bezpiecznie. Mogłam skupić się na sobie i dziecku, a nie - jak podczas poprzedniego porodu - na personelu szpitala. Kiedy pytałam, co mam robić, odpowiadała: to, na co masz ochotę - `zaufaj` intuicji. Położna wtopiła się w nasz dom - po porodzie nastawiła wodę na pierogi dla całej rodziny, pobawiła się ze starszymi dziećmi.
Bożena Waluśkiewicz podkreśla, że bez wahania wybrałaby szpital, gdyby miała najdrobniejsze kłopoty zdrowotne lub jakiekolwiek wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa swojego i dziecka.
Gdy Jędruś był już na świecie, do mieszkania Waluśkiewiczów przyjechał umówiony wcześniej neonatolog. Zbadał dziecko, zmierzył, wypełnił dokumenty potrzebne do rejestracji w USC. Później chłopiec został zaszczepiony. - Leżałam we własnym łóżku i czułam wewnętrzny spokój. Do końca życia będę wdzięczna mojej położnej.
Jest szansa, że wrocławskie położne wyjdą wkrótce z podziemia. Maria zbiera pieniądze, by otworzyć prywatną praktykę. Już nie będzie musiała liczyć się z ostracyzmem środowiska.
Dyskusja o położnictwie
Fundacja "Mamy Dziecko" zaprasza na otwartą debatę o stanie położnictwa we Wrocławiu. W spotkaniu, które odbędzie się w najbliższą środę w auli Politechniki Wrocławskiej przy wyb. Wyspiańskiego 27 (godz. 18), wezmą udział lekarze, pielęgniarki, położne, konsultanci wojewódzcy w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz neonatologii. Jako patron medialny debaty zapraszamy do dyskusji wszystkich wrocławian, obecnych rodziców oraz tych, którzy dopiero planują dziecko.
Marzena Kasperska
Gazeta Wyborcza, 2006-05-28
Kobieta może - zgodnie z prawem - wybrać dowolny szpital, a także rodzić w izbie porodowej i w domu. Jeśli w wybranym przez kobietę szpitalu nie ma miejsc, wtedy personel powinien zatroszczyć się o to, aby trafiła ona tam, gdzie warunki są jak najbardziej zbliżone do oczekiwanych przez nią.
punkt 2. Dekalogu "Rodzenia po ludzku"