Porodówka na Solcu obstawiona na majówkę
Dyrekcja Szpitala Śródmiejskiego negocjuje z lekarzami oddziału położniczo-ginekologicznego, którzy chcą odejść z pracy. Na razie wiadomo, że w długi majowy weekend pacjentki będą tu wciąż przyjmowane"
O dramatycznej sytuacji na porodówce na Solcu pisaliśmy w piątek. Trzech lekarzy złożyło wypowiedzenia z pracy. W maju na 45-łóżkowym oddziale miał zostać ordynator, jego zastępca i specjalista zatrudniony na pół etatu. Groziło to zamknięciem oddziału.
Wczoraj trwały rozmowy z lekarzami. Ustalono, że w maju będą tu jeszcze pracować. Jeden na pół etatu, drugi przez miesiąc, bo ma już nową pracę, a trzeci, który nie może samodzielnie pełnić dyżuru, do końca miesiąca. - Potrzebuję minimum dwóch specjalistów, żeby zagwarantować ciągłość dyżurów - oblicza dr Witold Strzyżewski, ordynator oddziału.
W ratuszu, u konsultanta wojewódzkiego ds. położnictwa i ginekologii oraz w dyrekcji szpitala złożył pismo, w którym alarmuje, że nie jest w stanie zapewnić pacjentkom bezpieczeństwa. Od stycznia z oddziału odeszło pięciu lekarzy. Część z nich nie chciała godzić się na wypłacanie pensji w ratach. Specjaliści zatrudnieni na kontraktach nie dostawali wypłat miesiącami. W szpitalu brakuje też położnych. Grafik dyżurów jest obsadzony do 13 maja, później nie będzie miał kto przyjmować porodów.
Elżbieta Wierzchowska, szefowa miejskiego Biura Polityki Zdrowotnej nadzorującego szpital na Solcu, zapewnia, że tamtejszy oddział ginekologiczny nie zostanie zamknięty. - Toczą się rozmowy i mam nadzieję, że uda nam się skompletować kadrę - mówi.
W Warszawie trwa baby boom. Porodówki przeżywają oblężenie. Wczoraj wolnych miejsc nie było m.in. w Instytucie Matki i Dziecka przy ul. Kasprzaka, w szpitalu na Madalińskiego i na Karowej. Bródnowski mógł przyjąć dwie kobiety.
Kłopotami kadrowymi w szpitalu na Solcu zainteresowało się Mazowieckie Centrum Zdrowia Publicznego, które w imieniu wojewody odpowiada za zagwarantowanie opieki warszawiakom. To wojewoda wydaje zgodę na zamknięcie lub ograniczanie działalności oddziału z powodu braków kadrowych. Do Centrum miesiąc temu dotarły skargi personelu medycznego na brak komunikacji z dyrekcją. Od stycznia z tej lecznicy odeszło 200 osób. - Wiem, że jeden z konsultantów polecił specjalistę, który przepracował tam niecały miesiąc i zrezygnował z pracy ze względu na brak współpracy z dyrektorem - mówi Katarzyna Paczek, dyrektorka Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego. - To niejedyny taki przypadek. Nie rozumiem, w jakim kierunku zmierza dyrekcja tej placówki. Po co ma działać szpital bez jednego z bardziej popularnych oddziałów?
W szpitalu na Solcu rodzi się ok. 2 tys. dzieci rocznie. Tutejszy oddział położniczy należy do najlepiej wyposażonych w Warszawie. Na jego remont miasto wydało 2,5 mln zł.
Agnieszka Pochrzęst
Gazeta Wyborcza, Stołeczna, 2008-04-29