Nazywa się Sheila Kitzinger. Ma 76 lat i blond włosy zawsze upięte w kok na czubku głowy. Jeździ z wykładami po całym świecie. Ale nie robi odczytów ex cathedra. Wskakuje na stół i demonstruje, dlaczego pozycja porodowa na plecach jest fatalna."
Klinika ciotki Liz
W latach 40. jej mama, położna, razem z ciotką Liz, która mówiła o sobie 'radykalna socjalistka', założyły jedną z pionierskich klinik planowania rodziny. Jako dziecko Sheila rzucała w kąt lalki, by za kanapą wertować książki o anatomii.
Wybrała antropologię na Oksfordzie, w czasach kiedy zajmowali się nią głównie mężczyźni. Niewielu z `nich` interesowało się przebiegiem ciąży i porodem. Znalazła swoją niszę.
Sheila na pierwsze badanie terenowe wybrała grupę prostytutek, które obsługiwały amerykańskie wojsko. To na nich ćwiczyła swój warsztat antropologa: uczyła się słuchać, zadawać pytania i analizować dane. Kiedy nabrała odwagi, ruszyła na roczne badania na Jamajkę, do Japonii, południowej Afryki, na Fidżi. Z notatnikiem w ręku przyglądała się, jak rodzą kobiety.
Okazało się, że przebieg ciąży i porodu nie jest czymś uniwersalnym. W dużej mierze zależy od kultury. 'Na przykład na Jamajce kobiety wierzą, że w lędźwiowym odcinku kręgosłupa znajduje się brama, która otwiera się i pozwala przyjść dziecku na świat. U nich ból koncentruje się właśnie w tym obszarze. W szyjce macicy czują go w niewielkim stopniu' - opowiada Kitzinger.
'W innych kulturach z kolei nie istnieją poranne mdłości, za to kobiety dostają wyprysków, wrzodów, zmian na skórze'. W jeszcze innych seks z ciężarną jest tabu: może prowadzić do śmierci dziecka albo ściągnąć na rodzinę nieszczęście. Często kobiety w ciąży wyklucza się na ten okres ze świata mężczyzn.
Poród numer 1
'Mąż pracował w Instytucie Europy w Strasburgu. Kiedy zaszłam w ciążę, poczułam się odizolowana. Wszystkie kobiety, które wtedy znałam, to były żony dyplomatów. Chodziły do dwóch przychodni: żydowskiej albo katolickiej. Każda miała swojego położnika, któremu ufała. Ja jestem kwakierką i nie miałam swojej przychodni. Czułam też, że chcę rodzić w domu. Kiedy powiedziałam o tym głośno, zaczęły mnie traktować jak wieśniaczkę.
Przy porodzie był mój mąż Uwe i położna. Rodziłam w kucki, trzymając się za nogi wielkiego wiktoriańskiego stołu, które pomalowałam w czarno-żółte pasy. Po dwóch i półgodzinie na świat przyszła Celia'. Dzisiaj Celia jest profesorem psychologii społecznej na Uniwersytecie w Yorku. Razem z matką prowadzi warsztaty dla położnych, terapeutów i lekarzy.
Szkoła rodzenia według Kitzinger
Na początku lat 60. w Wlk. Brytanii powstało Stowarzyszenie na rzecz Porodu, które wystosowało apel do młodych matek o prowadzenie prywatnych szkół rodzenia. Kitzinger z sześciotygodniowym dzieckiem wróciła do Anglii. Zgłosiła się na ochotnika i z małą Celią na kolanach uczyła, jak relaksować się w trakcie porodu. Jako pierwsza zaprosiła na zajęcia partnerów kobiet w ciąży. W domu Sheili poza ćwiczeniami toczyły się dyskusje na temat emocji, jakie towarzyszą ciąży, zmieniającej się relacji między partnerami, nowej roli rodziców i rodziny.
W ówczesnych szkołach rodzenia dominowała metoda francuskiego lekarza Lamaze'a. 'Zajęcia w tych szkołach rodzenia przypominały obóz dla kadetów. Miały przejąć kontrolę nad ciałem za pomocą oddechu i ćwiczeń fizycznych. Poród to była godzina W' - żartuje Kitzinger.
'Nie wystarczy dobrze się rozciągnąć i rytmicznie oddychać, żeby poród był pięknym przeżyciem' - mówi Kitzinger. 'Najważniejsze jest to, co dzieje się w głowie'. Zaczęła uczyć kobiety wizualizacji - miały szukać wyobrażeń, dzięki którym czuły się silniejsze. 'Dla jednych to był koncert symfoniczny, którego dźwięki się potęgują. Inne kobiety wyobrażały sobie, że płyną i walczą z falami. Podczas porodu przywoływały to wyobrażenie i wtedy łatwiej znosiły ból'.
Jej zajęcia stały się bardzo popularne. Sheila wspomina, jak do jednej grupy mąż dowoził swoją żonę w bardzo zaawansowanej ciąży w staroświeckim wózku dla dzieci. Pięć mil w jedną i drugą stronę.
Poród numer 2 i 3
'To moje ulubione zdjęcie' - mówi Kitzinger. Na zdjęciu młoda Sheila tańczy taniec brzucha na kuchennym stole. 36 godzin później urodziła bliźniaczki Tess i Nell. Oczywiście w domu. Poród trwał półtorej godziny.
Nell jest rzeźbiarką. Tess prowadzi stronę internetową matki. Jako jedyna z pięciu córek ma dzieci. - Przy pierwszym dziecku rodziłam na czworakach. Sama instynktownie wybrałam tę pozycję - mówi dzisiaj Tess. - Okazało się, że to idealna pozycja do porodu dużego dziecka jak moje.
Sheila urodziła czwartą córkę dwa lata po bliźniaczkach. 'Ten poród był najbardziej bolesny' - mówi. Skurcze były gwałtowne i Polly urodziła się w 40 minut. 'Chciałam wsadzić ją z powrotem i poprosić: »Jeszcze raz, tylko wolniej «'. Polly współpracuje z matką.
Jak orgazm
O piątej rano Polly budziła się na poranne karmienie. W tym czasie Sheila zaczęła pisać. Dziś po 40 latach ma na koncie 24 książki o porodzie. 'Doznania porodowe mogą przybrać postać intensywnej przyjemności seksualnej, jak orgazm' - przekonywała w pierwszej książce 'Szkoła rodzenia' ('The experience of birth').
'Kiedy dzisiaj biorę tę książkę do ręki, nie mogę się nadziwić, że w tamtych czasach uważano ją za radykalną' - mówi Kitzinger. Ale lata 60. w Anglii to był czas Wielkiej Rodziny. Każda kobieta, która rodziła, musiała być mężatką, a decyzje podejmowała tzw. głowa rodziny. Taka sama hierarchia panowała w szpitalu. Lekarz był panem sytuacji, a rodzące dzieliły się na posłuszne i krnąbrne.
W 'Szkole rodzenia' Kitzinger pierwszy raz zakwestionowała rutynowe zabiegi: 'golenie, dopóki wagina nie będzie gładka jak jajko', lewatywę, nacinanie krocza. Wpoiła kobietom, że mają prawo do informacji i do wyboru.
Poród numer 4
'Jenny rodziła się pi ęć godzin. Tym razem obyło się bez położnej. Uwe kręcił nas kamerą i powtarzał: »Uśmiechaj się, kochanie «. Jak było po wszystkim, dziecko wspięło się na mnie i podpełzło do piersi'. Jenny jest profesorem komunikacji i mediów na Uniwersytecie w Cardiff.
W rytmie reggae
'Kiedy Jenny miała dwa lata, z całą rodziną pojechaliśmy na Jamajkę. Dostałam posadę w Instytucie Badań Medycznych i miałam przez dziewięć miesięcy zajmować się obserwowaniem porodów w Lawrence Tavern, Trenchtown i Dunghill. To były slumsy. Ludzie spali w kartonowych domkach albo starych skorupach samochodów' - opowiada Kitzinger.
Sceny, które rozgrywały się w Szpitalu Victorii, Kitzinger porównuje do obrazów Boscha. 'W każdym pokoju była poduszka. Służyła tylko do jednego - do tłumienia krzyku rodzącej. Kobiety próbowały wstawać, poruszać się, kręcić biodrami, kucać i klęczeć. Ale położne wyszkolone głównie w Kanadzie i Wielkiej Brytanii uważały to zachowanie za prymitywne. Kazały im wracać na stół i leżeć plackiem. Czasami rodziły we dwie w jednym łóżku, bo brakowało miejsca. Mocz, kał i krew - wszystko razem się mieszało. Jedyne, co mogłam powiedzieć, to to, że mam pięcioro dzieci i chcę się podzielić swoim doświadczeniem. Położne miały tyle roboty, że były mi wdzięczne.
Kiedy pozwoliłam kobietom się ruszać, krzyki ustały. Rodzące kręciły biodrami, śpiewały i wzdychały. Odkryłam, że bez żadnych przygotowań i wiedzy są w stanie urodzić pięknie, rytmicznie i z radością. Trzeba im tylko na to pozwolić'.
Przewodnik dobrych narodzin
Pod koniec lat 70. Kitzinger napisała 'Przewodnik po dobrych porodach'. Był to raport złożony z doświadczeń kobiet z opieki przed porodem, w jego trakcie i po narodzinach, który opisywał ponurą rzeczywistość szpitali w Wielkiej Brytanii. 'Przypominał przewodnik po restauracjach z zaleceniami zmian' - tłumaczy Kitzinger.
Po wydaniu drugiego przewodnika, pięć lat później, przyszła kolejna fala listów. Tym razem również od lekarzy, położnych i administratorów w szpitalach, którzy chwalili się zmianami, jakie wprowadzili.
W 1993 r. Kitzinger przyjechała do Polski jako gość konferencji 'Jakość narodzin - jakość życia'. Organizatorzy konferencji zaapelowali do polskich kobiet, by opisały swój poród. Ruszyła pierwsza edycja akcji 'Rodzić po ludzku'.
Gumowa wagina rodzi lalkę
W 1982 r. profesor położnictwa w największym londyńskim szpitalu wydał edykt, w którym zastrzegł, że kobiety nie mogą rodzić poza łóżkiem. 'Razem z Janet Balaskas, założycielką Ruchu na rzecz Aktywnego Porodu, zorganizowałyśmy demonstrację pod tym szpitalem' - mówi Kitzinger. W marszu szło 5 tys. ludzi. Edykt cofnięto.
Lata 90. przyniosły odrodzenie położnictwa w Stanach i Kanadzie, krajach, w których praktycznie zanikła praktyka położnych. 'Pamiętam, jak razem z położnymi i matkami maszerowałyśmy w Ontario, w Stanach, pod college'em medycznym w imię zalegalizowania pracy położnych. Policja zabroniła nam się zatrzymywać, więc poprowadziłam ten marsz z wielką gumową waginą i lalką, »rodząc « lalkę. Kamery telewizyjne miały co kręcić' - wspomina Kitzinger.
Czy doczekała się upragnionych zmian? 'W latach 60. trudno było przekonać lekarzy, że kobieta wie o swoim ciele rzeczy, o jakich personel medyczny nie ma bladego pojęcia' - opowiada Kitzinger. 'Dzisiaj opieka nad matką jest postrzegana jako wielki supermarket. Wciąż brakuje empatii, a technologia idzie naprzód. Kiedyś kobieta rodziła w swoim łóżku. W domu zjawiała się rodzina i goście. Robili sobie herbatę. Przychodziła lokalna położna ze wsi. Wtedy poród był społecznym wydarzeniem, rodzinnym świętem. Dzisiaj stał się wydarzeniem stricte medycznym, odizolowanym'
Wojciech Staszewski
Wysokie obcasy, 2006-07-08
Poród jest wydarzeniem intymnym.
Rodząca ma prawo domagać się, aby poród odbywał się w miejscu i w sposób gwarantujący poszanowanie jej godności oraz poczucia intymności. To samo tyczy się wszystkich badań i zabiegów. Każda kobieta powinna być pytana o zgodę na obecność przy badaniach i porodzie studentek położnictwa, studentów medycyny.
punkt 6. Dekalogu "Rodzenia po ludzku"