Profesor Poręba złamał tajemnicę lekarską?
Prof. Ryszard Poręba, szef Kliniki Ginekologii i Położnictwa w Tychach, wysłał do burmistrza Lędzin szczegółowe dane 11 pacjentek - w tym imię, nazwisko i opis przebiegu porodu. - To skandal. Lekarz nie ma prawa tego ujawniać, zwłaszcza komuś, kto - jak burmistrz - lekarzem wcale nie jest - uważa rzecznik odpowiedzialności zawodowej.
Pacjentki, których dane trafiły na biurko burmistrza w Lędzinach, chciały rodzić dzieci w tamtejszej izbie porodowej - jedynej, jaka jeszcze działa w Polsce. Położne pracujące w izbie w obawie przed ewentualnymi powikłaniami wysłały je jednak do kliniki w Szpitalu Wojewódzkim w Tychach, kierowanej przez prof. Porębę.
Nie obawiały się niczego. Współpraca z kliniką zawsze dobrze im się układała. W 2001 roku, kiedy Izba Porodowa w Lędzinach obchodziła 50-lecie, prof. Poręba wpisał się do księgi pamiątkowej: o pracy położnych wyraził się w samych superlatywach.
Ale od tamtej pory minęło wiele lat. W grudniu 2006 roku Izba Porodowa w Lędzinach zdobyła drugą nagrodę w akcji "Rodzić po ludzku", a pracujące tam położne otrzymały od matek za wyjątkową troskę i opiekę tytuł Aniołów. Kilka miesięcy później prof. Poręba zaczął atakować izbę i położne. Uznał, że położne podejmują niewłaściwe decyzje, że izba jest niedobra dla kobiet i powinna zostać zlikwidowana.
Posunął się do tego, że w lipcu 2007 roku wysłał burmistrzowi Lędzin listę 11 pacjentek, które trafiły do niego po skierowaniu przez położne z izby. Na liście były imiona i nazwiska kobiet, daty i dokładne informacje, jak przebiegał ich poród. - Wybuchł skandal, bo na liście znalazły się nawet dziewczyny z magistratu - mówi Andrzej Furczyk, szef ZOZ-u w Lędzinach.
- To nieprawda, że wysłałem list do burmistrza. Wysłałem go do dyrektora ZOZ-u i musiałem tak zrobić dla dobra pacjentek, bo one były za późno do mnie skierowane i dzieci urodziły się niedotlenione. Przedstawiłem tę listę dla dobra kolejnych matek. Izba musi zniknąć, bo nie spełnia standardów - twierdzi prof. Poręba.
Dokumenty mówią jednak co innego: list przewodni do wykazu 11 pacjentek adresowany jest do burmistrza Wiesława Dąbrowskiego. Prof. Poręba ostrzega w nim, że dzieci tych kobiet urodziły się z tzw. zamartwicą i dopiero po kilku latach okaże się, czy nie wpłynie to na ograniczenie ich rozwoju umysłowego.
Sprawą zajął się dr Stefan Kopocz, rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Śląskiej Izbie Lekarskiej. - To skandaliczne zachowanie. Takich danych nie można wysyłać do burmistrza ani nawet dyrektora ZOZ-u, skoro żaden nie jest lekarzem. To złamanie tajemnicy lekarskiej - mówi Kopocz.
W dodatku obawy o los dzieci wydają się co najmniej przesadzone. - Izba w Lędzinach nie spełnia wymogów NFZ-etu, ale tamtejsze położne mają doświadczenie i wyczucie. Zawsze w porę odsyłały do szpitala pacjentki, u których mogły wystąpić powikłania przy porodzie. To nieprawda, że tych 11 dzieci urodziło się niedotlenionych. Przeciwnie, wszystkie miały po 9 i 10 punktów w skali Apgar. Gdy poród się komplikuje, a noworodek jest niedotleniony, nigdy nie ma tak dobrego wyniku - mówi prof. Anita Olejek, wojewódzka konsultantka w dziedzinie ginekologii i położnictwa, która na prośbę rzecznika odpowiedzialności zawodowej sprawdzała dokumentację z 11 porodów.
Dr Kopocz nie ukrywa, że chce, by prof. Poręba za ujawnienie tajemnicy stanął przed sądem lekarskim. W ciągu najbliższych tygodni ma mu postawić w tej sprawie zarzuty.
Prof. Poręba się nie boi sądu. - To bezpodstawne zarzuty. Jestem niewinny - przekonuje.
Położne z Lędzin boją się o przyszłość swojej izby. - Czy zwykła położna może wygrać z profesorem? - pytają. Ich niepokój wzmaga fakt, że NFZ podwyższył wymogi dla porodówek i mogą nie dostać kontraktu nie tylko przez Porębę, ale także przez brak sali do cesarskich cięć.
Komentuje Krzysztof Zawała, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach
To, co znalazło się w liście do burmistrza, to dane poufne - jak wszystkie dotyczące stanu zdrowia. Mogą być ujawniane jedynie na żądanie uprawnionych instytucji, np. prokuratury czy sądu. Tu naruszone zostały dobra osobiste wymienionych w liście kobiet, ich prawo do intymności. Gdyby chciały, mogłyby żądać za to przeprosin, a nawet zadośćuczynienia.
Judyta Watoła, Kazeta Wyborcza Katowice, 2008-10-15