Program "Jajko, czyli nastoletnie rodzicielstwo" wymyśliła Katarzyna Gietner, nauczycielka WF-u w I LO, prowadząca także zajęcia z wychowania do życia w rodzinie. Drugoklasiści właśnie dostali od niej "Indywidualną kartę pracy".
Zadania: przygotować surowe jajko, specjalne miejsce w pokoju ze swobodnym dostępem, odpowiedni pojemnik na transport. Najważniejsza jest opieka: przez tydzień uczniowie mają wpisywać, czy poświęcali jajku uwagę. Jeżeli nie - w odpowiedniej rubryce wyjaśniają powody. Terminarz jest dokładnie rozpisany, od szóstej rano do północy - po pięć, dziesięć, dwadzieścia minut. Muszą wtedy przerwać czynności, którymi się akurat zajmują, położyć jajko obok i patrzeć na nie. Na kilka minut powinni zająć się jajkiem także o trzeciej nad ranem. Opieka jest dobrowolna, nie wpływa na żadne oceny.
- To ma im wpoić odpowiedzialność za inną istotę i uświadomić, jak czasochłonne jest posiadanie dziecka - tłumaczy pomysłodawczyni. Przyznaje, że zainspirowały ją zajęcia prowadzone m.in. w Stanach Zjednoczonych i Holandii, gdzie uczniowie opiekują się lalkami. - Nasze społeczeństwo nie dorosło jednak do tego, żeby akceptować nastolatka z lalką na ręku - uważa nauczycielka. - Groziłyby im docinki, a może nawet agresja. Wymyśliłam więc jajko, żeby nie czuli się skrępowani. Jest na tyle małe, że nie zwraca uwagi. I na tyle kruche, że trzeba włożyć więcej pracy w opiekę.
Licealiści noszą jajka przez jeden wybrany wiosenny tydzień. Jeden z uczniów napisał pamiętnik, inny skarżył się, że mama przez pomyłkę zużyła jego podopiecznego do panierki.
- Obciach, i tyle - kwituje Kamil Kowalczyk z IIe. - Dlatego chłopaki prawie w ogóle nie noszą.
- A ja spróbowałem, ale mam jak najgorsze wrażenia - Krzysztof Baranowicz z IIb wyciąga z plecaka garnuszek z Fikusiem. - Wyszło, że prawie wcale nie mam dla niego czasu. I jeszcze rodzice się ze mnie śmieją.
- Mnie tato powiedział, że nie chce mieć nic wspólnego z moim "dzieckiem" - dodaje Iza Szczepańska. - Za to mama uważa, że to świetny pomysł. Zabieram swoje jajko, jak wychodzę z psem na spacer. Znajomi się nabijają, ale myślę, że wszyscy powinni przez to przejść. To niezła przestroga.
Małgorzata Mawrojanidis z IIe przyznaje, że ten program to skuteczna metoda antykoncepcyjna. - Nie sądziłam, że to zabiera tyle uwagi. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę, co to znaczy zdecydować się na dziecko. Poświęcam jajku aż dwie i pół godziny dziennie, a to przecież i tak nic w porównaniu z prawdziwą opieką.
- Komplikuje nam życie - przyznaje Magda Wdowiak. - No bo jak wyciągam jajko w tramwaju, to się na mnie dziwnie patrzą.
Uczniowie moszczą jajkom posłania z waty i wełnianych rękawiczek. Rysują im twarze, nadają imiona: Lucek, Figo, Tola, Majka, Czesio. Ideą programu jest także wciągnięcie w opiekę rodziny. Tato Eweliny Zdyb z IIe zajmował się jajkiem, gdy córka była na angielskim. Zabrała je jednak na lekcję tańca. - Ale jak wypadła pora opieki, przerwałam wszystko.
Po tygodniu uczniowie zdają pisemną relację: problemy, odczucia, udział osób wspierających. Co zrobią ze swoimi "wychowankami"?
Ewelina: - Przerobię na wydmuszkę i postawię w pokoju na półce.
Krzysztof: - Będzie pisanka.
Iza: - Włożę do wielkanocnego koszyka i poświęcę. Zostanie ochrzczone.
Magda: - Mam nadzieję, że nie będę musiała wbić do świątecznego ciasta. Bo w sumie - człowiek się przywiązuje.
Komentuje Bożena Uścińska, psycholog
Trening dekoncentrowania się na sobie jest u nastolatków bardzo wskazany. Uczy empatii, postaw opiekuńczych, wyrabia nawyk, że swoim czasem trzeba się dzielić z innymi. Na Zachodzie prowadzi się takie programy m.in. dla przyszłych młodocianych matek i ojców. Dostają fantom, który wygląda jak niemowlę, płacze, domaga się uwagi. Wrocławska idea jest bardzo dobra, ale uważam, że zamiast jajka lepiej dać młodzieży malutkie lalki albo choćby wycinankę czy rysunek człowieka. Inaczej młodzi ludzie, zwłaszcza chłopcy, mogą sprawę zwyczajnie wykpić.
Aneta Augustyn
Gazeta Wyborcza, 2007-04-04