Szpital przy ul. Polnej zarabia krocie na znieczulaniu pacjentek do porodów. Tymczasem kobiety wcale nie rodzą w nim bez bólu. Jak to możliwe? Okazuje się, że pozwala na to NFZ, który nie uściślił przepisów."
Naturalny poród bez bólu jest możliwy dzięki tzw. znieczuleniu zewnątrzoponowemu. Jest to znieczulenie rdzenia kręgowego tak, by nie przewodził bodźców. Mogą je dostawać kobiety "na żądanie", o ile lekarz nie widzi przeciwwskazań.
Teoretycznie pacjentka nie powinna więc cierpieć przy porodzie, tym bardziej, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie uchyla się od płacenia szpitalom za tę usługę. Za każde znieczulenie zwraca ponad 300 zł. Kwota ta pokrywa cenę leku i koszty pracy lekarza.
Jednak okazuje się, że to często tylko teoria. Niedawno pani Beata miała rodzić w szpitalu przy ul. Lutyckiej. Poprosiła o znieczulenie zewnątrzoponowe. Od swojego lekarza usłyszała jednak, że w tej porodówce "takich praktyk nie ma". Urodziła więc syna "normalnie", ale na samo wspomnienie porodu cierpnie jej skóra.
Dlaczego tak się dzieje? Szefowie szpitali przy ul. Lutyckiej i im. Raszei przyznają, że nie oferują znieczuleń zewnątrzoponowych z powodu braku anestezjologów. Ten problem dotyczy również ul. Polnej.
Tymczasem, jak udało się nam ustalić, klinika przy Polnej w ub. roku wykazała, że znieczulono w niej aż... 93 proc. kobiet rodzących naturalnie. Od NFZ dostała za to ok. 1,7 mln zł. Szpital im. Świętej Rodziny wystąpił do Funduszu o zwrot pieniędzy tylko za 28 proc. naturalnych porodów. Pozostałe dwa szpitale o pieniądze z tego tytułu wcale nie wnioskowały.
Skąd takie różnice? Otóż z tzw. katalogu świadczeń NFZ, nie wynika, o jaki rodzaj "znieczulenia porodu" konkretnie chodzi. Szefowie szpitali różnie wię`c` interpretują ten zapis. I jedni dostają za znieczulenia setki tysięcy złotych, a inne - ani grosza.
Dyrektor kliniki przy ul. Polnej prof. Tomasz Opala: - U nas znieczuleń zewnątrzoponowych jest wprawdzie niewiele, ale za to prawie każda pacjentka dostaje krótkotrwałe dożylne znieczulenie na czas szycia krocza. To również jest znieczulenie, które wymaga stałej obecności anestezjologa. Poza tym wszystkie zabiegi ginekologiczno-położnicze są mocno niedoszacowane, więc szpital musi liczyć każdą złotówkę.
Jednak krótkie znieczulenie, o którym mówi prof. Opala, jest znacznie tańsze niż zewnątrzoponowe. Trwa zaledwie 15-20 minut, a podawany dożylnie lek kosztuje 30-50 zł.
Inaczej niż szef kliniki przy ul. Polnej zapis w katalogu `NFZ` interpretują dyrektorzy pozostałych szpitali. - My żądamy od NFZ zwrotu pieniędzy tylko za znieczulenie zewnątrzoponowe - zapewnia wicedyrektor Szpitala im. Świętej Rodziny Olaf Niezgodzki.
Jacek ?Żukomski, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego: - Moim zdaniem procedura dotyczy znieczulenia samego porodu. Nie przyszło mi do głowy, żeby za krótkotrwałe znieczulenia dożylne brać pieniądze. Ale jak widać człowiek uczy się całe życie.
Okazuje się, że NFZ nie doprecyzował procedury "znieczulenia porodu". - Wiadomo jedynie, że można ją stosować ze wskazań medycznych i można ją łączyć z innymi procedurami. Z tego powodu na razie nikomu nie zakwestionowaliśmy jeszcze rachunków za znieczulenia, choć tak duże różnice między szpitalami muszą budzić wątpliwości - przyznaje Agnieszka Olbrot z biura prasowego WO NFZ. Dodaje, że brak jednoznacznej wykładni to poważny problem. - Dlatego czekamy na uszczegółowienie przepisów przez naszą centralę - mówi.
Co na to centrala? - Rzeczywiście planujemy doprecyzować tę kwestię - zapewnia rzeczniczka NFZ Renata Furman.
Maria Bielicka
Gazeta Wyborcza, 2006-08-16
Poród to wydarzenie rodzinne. Kobieta ma prawo do tego, by towarzyszył jej ktoś bliski. Może to być mąż lub partner życiowy, matka, siostra lub inna osoba, wspierająca rodzącą i dająca jej poczucie bezpieczeństwa. Szpital nie może w tej kwestii stawiać ograniczeń formalnych i finansowych.
punkt 7. Dekalogu "Rodzenia po ludzku"