Czyli przychodzi kobieta w ciąży do wiceministra zdrowia. Rozmowa z Bolesławem Piechą
Katarzyna Pawłowska-Salińska: Panie Ministrze, przychodzę do Pana nie jako dziennikarka, ale jako kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży. Za tydzień mam urodzić.
Ja się nie tym martwię. Od stycznia położne nie mogą już świadczyć takich usług na terenie miejsca pracy na mocy ustawy o samozatrudnieniu.
- W PRL-u to się nazywało fucha. A fuchy są karalne. Jeżeli chce pracować na własną rękę, to może przyjmować porody w domu. Niech kupi sobie materiały i opracuje swój cennik.
A NFZ może refundować poród w domu?
- Na razie nie, ale jak znam życie, byłoby taniej. Ale czy pani by się czuła bezpieczniej?
Ja bym się nie zdecydowała.
- A dlaczego? Jestem ginekologiem, spędziłem w szpitalu dwadzieścia lat. I proszę mi wierzyć: poród jest zjawiskiem fizjologicznym. Tylko się zmedykalizował. Trzeba go było przyśpieszyć, więc podłączało się kroplówkę albo znieczulenie. Ten powszechny brak cierpliwości spowodował, że dziś już nikt nie wie, jak powinien wyglądać poród naturalny.
Pani mówi o porodzie w pozycji pionowej, ale sama pani nie wie, jak to będzie. Jesteśmy podatni na mody. Tradycje rodzenia wertykalnego wywodzą się od jakichś prostych ludów. Czy to jest poród bezpieczny, tego nie wiem, ale kontrola nad dzieckiem jest na pewno mniejsza.
Kiedy sobie wyobrażam poród, to mam wrażenie, że przeć i rodzić jest łatwiej w kucki, niż leżąc na plecach.
- Może. Odbierałem tysiące porodów, ale nigdy nie rodziłem. Przyjął się poród na plecach, bo tak jest łatwiej odbierać dziecko. Tak rodzi 90 proc. kobiet. Same chcą. Mamy się oburzać?
Może nie wiedzą, że w pozycji innej byłoby im łatwiej? A odsetek obrażeń krocza w pozycji wertykalnej wynosi 28 proc., a w pozycji tradycyjnej 54 proc.
- W szkole rodzenia pani wmówili, że jak pani nie zapłaci, to będzie pani rodziła gdzieś w kącie.
Nikt mi niczego nie wmówił. Sama byłam na takiej sali. Zwiedzałam z mężem oddział poporodowy. Sale czteroosobowe (za darmo), dwuosobowe (150 zł za noc) i jednoosobowe (200 zł za noc). Weszliśmy do czteroosobowej, w pięć osób płci mieszanej, a tu siedzi kobieta w rozpiętym szlafroku i karmi dziecko. A pielęgniarka jakby nigdy nic opowiada o rozlicznych wadach czteroosobówek: duszne, mało kameralne, jakie zatłoczone.
- To wszystko socjotechnika i bezczelny marketing.
Ktoś powinien się tym zająć, Panie Ministrze.
- To ja mam się tym zająć? Przecież to Pani wybrała szpital, w którym Pani rodzi.
Rodzić po ludzku
Akcję ?Rodzić po ludzku? prowadzimy od 1994 r. Domagamy się prawa do:? swobodnego wyboru pozycji rodzenia, ? niezakłóconego kontaktu z dzieckiem po porodzie, (przebywania matki z noworodkiem w jednej sali i odpowiedniej opieki nad nimi, ? prawa do nieodpłatnej obecności przy porodzie osoby towarzyszącej, ? bezpłatnych szkół rodzenia, ? prawa do intymności i pełnej informacji, ? pytania o zgodę na wszystkie zabiegi, zwłaszcza przyspieszające poród, ? serdecznej opieki i wsparcia rodzącej.
Dzięki naszej akcji szpitale położnicze uczłowieczyły się, ale jako skutek uboczny rosnących potrzeb i mody na rodzenie po ludzku pojawiła się, zwłaszcza w dużych miastach, szara strefa nielegalnych opłat. W 2006 r. walczyliśmy z nimi, za skandaliczną uznaliśmy zwłaszcza odpłatność za porody rodzinne.
Na podstawie ankiet i listów od ponad 40 tys. kobiet przyznaliśmy w grudniu 2006 r. nagrody szpitalom, w których rodzi się po ludzku bez żadnych dodatkowych opłat, we wspaniałej atmosferze, a w Pucku (I nagroda) - nawet z widokiem na morze. Szpital im. Żeromskiego w Krakowie jeszcze w 2000 r. w naszej akcji został napiętnowany "czarnym sercem" za nieżyczliwość, teraz także dostał I nagrodę.
Rok temu na spotkaniu w "Gazecie" wiceminister Bolesław Piecha uznał, że opłaty za porody "pobierane są prawem kaduka". Mówił: "Należy opisać poród po ludzku jako standard, czyli świadczenie gwarantowane w ramach ubezpieczenia". I obiecał, że stanie się to w ciągu trzech miesięcy.
Anna Otffinowska, fundacja Rodzić po Ludzku, Piotr Pacewicz
Poród to wydarzenie rodzinne. Kobieta ma prawo do tego, by towarzyszył jej ktoś bliski. Może to być mąż lub partner życiowy, matka, siostra lub inna osoba, wspierająca rodzącą i dająca jej poczucie bezpieczeństwa. Szpital nie może w tej kwestii stawiać ograniczeń formalnych i finansowych.
punkt 7. Dekalogu "Rodzenia po ludzku"