Izba porodowa w maleńkich Lędzinach jest jak dom. I dlatego ma zniknąć.
Położne z Lędzin mają świetne wyniki. W naszej akcji "Rodzić po ludzku" dostały tytuł Aniołów - na podstawie ankiet i listów rodzących. Ale opinia matek dla NFZ się nie liczy. Izba musi zniknąć, bo "nie jest nowoczesna".
Kiedyś izb porodowych było w Polsce ponad 800. Została ta jedna. Wybroniły ją mieszkanki śląskich Lędzin, bo od 57 lat tutejsze kobiety w niej rodzą i sobie to chwalą. Lędziny są z izby dumne: w akcji "Rodzić po ludzku" porodówka dostała w 1995 r. wyróżnienie, a w 2006 r. drugą nagrodę. Do tego głosami rodzących położne z Lędzin dostały tytuł Aniołów. Uzasadnienia brzmią jak laurki: bo są cierpliwe i okazują serce, bo rodzącą przytulą, pocieszą, nawet ugotują rosół.
Matki czują się tu jak w domu. Przy głównej ulicy miasteczka przychodzi tu na świat jedno dziecko na dwa dni. Położna jest dosłownie na każde zawołanie rodzącej. Nic tu nie przypomina szpitala. I to właśnie staje się przyczyną kłopotów: NFZ we współpracy z prof. Stanisławem Radowickim przygotował nowe wymogi dla porodówek. Teraz każda musi mieć zaplecze do cesarskich cięć. Inaczej nie dostanie kontraktu. W Lędzinach takiej sali nie ma. Nie ma nawet możliwości, by ją wybudować. Zresztą z salą operacyjną, dyżurami sztabu lekarzy izba porodowa przestałaby być tym, czym jest: domem, a nie szpitalem.
- Byłem w Lędzinach. Wspaniałe miejsca. Doceniam pracę położnych, ale świat idzie dalej - mówi prof. Stanisław Radowicki.
- Świat idzie do przodu i po kilkudziesięciu latach przymusowego rodzenia w szpitalach wraca do porodów poza szpitalami. Dla zdrowych kobiet to lepszy wybór - polemizuje Anna Otffinowska, prezeska fundacji Rodzić po Ludzku. Cytuje dr. Marsdena Wagnera, eksperta Światowej Organizacji Zdrowia: kraje - takie jak USA - gdzie poród coraz bardziej kontrolują lekarze, podają coraz więcej leków, robią coraz więcej operacji, wcale nie mają mniej powikłań okołoporodowych niż w Holandii czy Skandynawii, gdzie kobiety mogą też rodzić pod kontrolą położnych.
- Dlaczego nie stworzyć takiego wyboru? Czy wszystkie Polki muszą rodzić w szpitalach? - pyta Otffinowska.
Ale izba ma drugiego wroga. Prof. Ryszard Poręba, szef Kliniki Ginekologii w nieodległym Szpitalu Wojewódzkim w Tychach, a zarazem nowy prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, był wielkim zwolennikiem izby, pisał o niej w superlatywach. Odkąd jednak porodówka w Lędzinach zdobyła nagrody w rankingu "Rodzić po ludzku", próbuje doprowadzić do jej likwidacji. Ostatnio wysłał burmistrzowi Lędzin listę 11 pacjentek, które położne z izby skierowały do jego kliniki w obawie przed powikłanym porodem. Na liście były imiona i nazwiska kobiet, daty i dokładne informacje, jak przebiegał ich poród.
Twierdzi, że zostały skierowane za późno, dzieci urodziły się niedotlenione.
- Wybuchł skandal, bo wszyscy się w mieście znają, na liście były nawet pracownice magistratu - opowiada Andrzej Furczyk, szef ZOZ-u w Lędzinach.
Przedstawiłem listę dla dobra kolejnych matek. Izba musi zniknąć - przekonuje prof. Poręba.
- Izba w Lędzinach nie spełnia wymogów NFZ, ale położne mają doświadczenie i wyczucie. Zawsze w porę odsyłały do szpitala pacjentki, u których mogły wystąpić powikłania. Sprawdzałam dokumentację tych 11 przypadków. To nieprawda, że dzieci rodziły się niedotlenione. Przeciwnie, wszystkie miały po 9 i 10 pkt w skali Apgar - mówi prof. Anita Olejek, wojewódzki konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa na Śląsku. Dokumentację sprawdzała na prośbę rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy Śląskiej Izbie Lekarskiej. Chce on oskarżyć prof. Porębę o ujawnienie tajemnicy lekarskiej. Sprawa ma trafić do sądu.
Ale nawet jeśli prof. Poręba przegra, izbie w Lędzinach niewiele to pomoże. - Taka mała izba, a tak wszystkich uwiera - mówi dyrektor Furczyk. W liście do Ministerstwa Zdrowia apelował, by zmienić przepisy i poza zwykłymi szpitalnymi porodówkami dopuścić istnienie np. izb porodowych. Już kilka miesięcy czeka na odpowiedź.
Tymczasem wiceminister zdrowia Marek Haber twierdzi, że o Lędzinach nie wie nic. Z wykształcenia ginekolog i położnik mówi, że podobają mu się systemy takie jak w Niemczech, Szwajcarii czy Anglii, gdzie można rodzić także poza szpitalem.
To dlaczego nie Polsce?
- Nawet jeśli się da, to i tak potrzeba by było wiele czasu. Trzeba dać położnym większe uprawnienia, określić ściśle warunki działania pozaszpitalnych porodówek - mówi Haber.
Potrzeba wiele czasu... A tu nieubłaganie zbliża się termin podpisywania nowych kontraktów z NFZ. Czy Anioły z Lędzin stracą swoją ukochaną pracę?
- Chcą nam obciąć skrzydła. Chyba że ci, od których zależy nasz los, przejrzą na oczy - mówi Ilona Czok, jedna z położnych.
Chcesz zaprotestować przeciw likwidacji izby porodowej w Lędzinach? Wejdź na:
www.petycje.plKomentarz Judyty Watoły:
Prof. Ryszard Poręba uważał kiedyś, że położne z Lędzin pracują dobrze. Teraz zmienił zdanie. Wyciąga przypadek 11 mam, które miały urodzić niedotlenione dzieci. Ale prof. Anita Olejek, wojewódzki konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa, która badała sprawę jest innego zdania: położne skierowały mamy do szpitala we właściwym momencie i wszystkie urodziły zdrowe dzieci. O niedotlenieniu nie ma mowy, skoro miały dobry apgar.
Zazwyczaj dziennikarz milknie w tym momencie, pozostawiając sprawę do osądzenia czytelnikom. Tym razem powiem jasno: racja jest po stronie konsultanta wojewódzkiego.
Prof. Poręba był na pierwszych stronach, kiedy wprowadzał porody w wodzie, a także kiedy zaprosił na salę tłum dziennikarzy i fotoreporterów, by widzieli narodziny pierwszego Polaka w 2000 roku. Z lupą w ręku pokazywał potem na zdjęciach, że kiedy wyciągał dziecko po cesarskim cięciu, była sekunda po północy. Był z siebie dumny.
Teraz gazety piszą o innych, inni dostali nagrody. Prof. Poręba za każdym razem stara się pomniejszyć ich sukcesy. Dzwoni do gazet, pisze listy i doprawdy trudno nie mieć wrażenia, że jest pochopny w sądach.