Obok ciała. Jak i dlaczego rodzi Barbetka, Klientka i Sierotka Marysia?

Poród jest wydarzeniem sytuującym się między naturą i kulturą. Już Adrienne Rich podkreślała, że uwarunkowane kulturowo znaczenie porodu jest nierzadko trudniejsze do udźwignięcia niż sam poród jako fakt biologiczny, dlatego też - z racji swojego wykształcenia i zawodu - chciałabym podjąć ten właśnie kulturowy aspekt narodzin, pokazać - dużym uproszczeniu i uogólnieniu - niektóre mechanizmy społeczno-kulturowe, warunkujące kształt, jakość i styl porodu współczesnych kobiet: Barbetek, Klientek (Profesjonalistek) i Sierotek.

Mieć (ciało) czy być (ciałem)?
We współczesnej kulturze ciało znaczy wiele. Jednak wielość tych znaczeń w niewielkim stopniu przekłada się na możliwość reaktywowania szeroko rozumianej kultury ciała, łączącej jego piękno ze zdrowiem, sprawnością, a także prokreacyjnością. Imperatyw kulturowo-społeczny - kierowany w głównej mierze do kobiet - w największym uproszczeniu sprowadza się do tego, żeby mieć dobre ciało.

Mieć ciało a być ciałem - to jednak dwie różne rzeczy, dwie różne świadomości oraz sposoby konstruowania tożsamości. Bycie ciałem to określona, trudna strategia identyfikacyjna, podczas gdy posiadanie ciała wiąże się raczej z procesami jego nieustannej obróbki, przykrawania do obowiązujących wzorców. Podejmując podstępną "grę w piękno", kobieta staje się swoim wyglądem i niczym więcej. Próbując być ciałem, kobieta uczy się tego, kim jest, kim może się stać. Jednak - paradoksalnie - to właśnie kobiety, rzekomo "bardziej cielesne", prędzej i powszechniej tracą łączność ze swymi ciałami, które jako obiekty estetycznej konsumpcji stają się narzędziami reifikacji, czasem też narzędziami reprodukcji. Postępująca od połowy XX wieku barbizacja ciała kobiety generuje kolejne pokolenia Barbetek, bezwolnie poddanych modzie.

Kształtowanie postawy odpowiedzialnego, dojrzałego obcowania z własnym ciałem, zakładającej poznawanie i respektowanie jego potrzeb, możliwości, uwarunkowań i praw, nie jest niestety priorytetem współczesnej kultury i edukacji. W efekcie młode kobiety raczej walczą z naturą swoich ciał, niż rozumnie modelują wedle niej kształt swojej egzystencji. Źle się odżywają (głodzą lub objadają), zaniedbują ćwiczenia gimnastycznie lub - odwrotnie - forsują się nadmiernie, nie potrafią aktywnie i wydajnie odpoczywać, nadużywają środków farmakologicznych i parafarmaceutyków itd. Prezentują postawę roszczeniową wobec własnych ciał, które po pierwsze, mają dobrze wyglądać, po drugie - nie sprawiać kłopotów. I tak ukonstytuowane Barbetki szykują się do macierzyństwa.

Oczywiście, takie ujęcie jest pewnym uogólnieniem i nadużyciem, jednak warto nakreślić taki obraz, aby uświadomić sobie, w jakim dużym stopniu styl/sposób rodzenia warunkowany jest parametrami kulturowymi, społecznymi. Wzorce współczesnej kultury, gdzie potrzeby i prawa ciała (zwłaszcza kobiecego) są ignorowane i nie respektowane (czasem też diagnozowane jako choroba, patologia), gdzie apteka staje się marketem z artykułami pierwszej potrzeby, a lustro - wyrocznią w sprawach najistotniejszych, nie pozostawia zbyt wiele przestrzeni dla rozwoju głębszej refleksji somatycznej. Ma to swoje znaczące konsekwencje dla sposobu podejścia do ciąży i porodu, stylu przeżywania tych fundamentalnych doświadczeń.

W przestrzeni współczesnej kultury można naprędce (w największym uproszczeniu i przy pominięciu postaw racjonalnych) wyróżnić trzy style posługiwania się ciałem (kobiecym) i związane z tym typy kobiet - potencjalnych ciężarnych i położnic.

1. Barbetka - swoje ciało skłonna jest traktować wyłącznie jako przedmiot reprezentacji; identyfikuje się z nim, ale tylko w wymiarze estetycznym, czyli do momentu, kiedy jest ono posłuszne stosowanym wobec niego zabiegom; wymaga się od niego dobrego wyglądu, najczęściej zgodnego z określonym wizerunkiem, nie bacząc na rzeczywiste możliwości i ograniczenia ciała. Ciężarna Baretka zastanawia się, czy z ciążą jej do twarzy; albo koncentruje się na kompletowaniu kolekcji odzieży ciążowej walce z rozstępami, albo obraża się na swoje niepodległe już jej woli ciało i wycofuje się psychicznie. Analogicznie Barbetka będzie podchodzić do doświadczenia porodu: albo będzie chciała stylizować go wedle określonego wzorca, albo całkowicie lub odmówi udziału w nim, jakby nadąsana mówiła: "nie bawię się w to".

2. Klientka (Profesjonalistka) - jest realistką, która musi czuć pełną kontrolę nad światem, w tym nad swoim ciałem. Pozornie ma o nim sporą wiedzę: rozpoznaje objawy owulacji i orientuje się w terminologii położniczo-ginekologicznej, ale w rzeczywistości ciało zatrważa ją i onieśmiela. Dlatego stosuje wobec niego politykę roszczeniową: "planuję i realizuję", a częściej płacę i wymagam". Restrykcyjnie stosuje wobec ciała program zapobiegawczo-naprawczy; wymagając za to bezwzględnego posłuszeństwa, konsekwentnie znosząc niesubordynację przy pomocy środków zewnętrznych (na zmęczenie - Pluszsz Activ, na bezsenność - luminal, na nadwagę meridia itd.). Klientka-Profesjonalistka trudno adaptuje się do rzeczywistości porodu, częstokroć postrzegając go w kategoriach produktu lub pełnej usługi, które można nabyć drogą kupna-umowy. Jej zaangażowanie kończy się najczęściej na ustaleniu warunków i koniecznych kompromisów. Nie chce spontanicznie podążać za następującymi wydarzeniami, ale je precyzyjnie planować, a następnie planowo realizować i bezwzględnie kontrolować.

3. Sierotka Marysia - ciało jest dla niej wielką wstydliwą tajemnicą, o której lepiej zbyt wiele nie wiedzieć; dlatego też rzadko chodzi na badania, tym bardziej na zabiegi upiększające; nie uprawia żadnych sportów; rzadko też uwzględnia potrzeby i możliwości ciała w codziennym życiu. Nie zna swojego ciała, ale też nie ma w stosunku do niego szczególnych planów i wymagań. Żyje co prawda obok ciała, ale nie przeciw niemu. Jest sfrustrowana, bezradna, zagubiona, infantylna w swoich postawach, ale jednak skłonna przyjąć pomoc - o ile nie będzie zbyt zalękniona i zbyt niedojrzała. Może się bowiem tak skupić na nawoływaniu o ratunek, że nie zdoła dotrzeć, odczuć własnych potencjałów. Będzie oczekiwać, że kwestię porodu załatwią za nią krasnoludki.

Poród - kto i jak ma to zrobić?
Warto zastanowić się w tym miejscu, w jaki sposób kultura, a zwłaszcza media, kształtują i promują te infantylne i roszczeniowe wzorce posługiwania się ciałem, tu: ciałem rodzącym.

Najpierw jednak wypada przyznać, że media wykonały olbrzymią robotę, zaczęło się o porodzie mówić, kobiety zrozumiały, że podczas porodu należy im się pomoc, dowiedziały się, jak ta pomoc może wyglądać; dzięki temu wiele z nich boi się mniej, wie, czego oczekiwać, a z czym się pogodzić. Można powiedzieć, że to w głównej mierze dzięki mediom odczarowano poród, przestał on być mrocznym misterium bólu, strachu i wielkiej niewiadomej. Niewątpliwie świadomość u współcześnie rodzących tego, co się dzieje podczas porodu, jest niepomiernie wyższa niż u ich matek.

Jednak nadal medialny przekaz treści okołoporodowych jest niespójny i ambiwalentny. Z jednej strony w kulturowym przekazie nadal funkcjonuje, silnie zakodowany, martyrologiczny obraz porodu jako krwawo-mięsnej traumy z wszelkimi możliwymi komplikacjami. Z drugiej strony pokazuje się go jako cudowne, mistyczne przeżycie, wręcz epifanię, w wyniku czego poród jawi się jako zjawisko z pogranicza duchowości i psychologii, a nie medycyny i fizjologii. W obrazach tych psyche i soma zostają precyzyjnie oddzielone. Kobiety, zwłaszcza pierworódki, oczekują więc albo traumy, albo cudu.

Warto przypomnieć w tym miejscu przykład  "Polki" Manueli Gretkowskiej - głośnej, kultowej wręcz powieści, opisującej perypetie ciężarnej i rodzącej kobiety. Bohaterka, która nawet nie zakosztowała w pełni trudów porodu siłami natury, z własnej woli rodzi "z przewodem w kręgosłupie, kroplówką i cewnikiem". Przeciw naturalnemu bólowi skuteczne są jedynie sztuczne anestetyki, dzięki którym można "zaćpać się gazem", "stracić świadomość". W opisie Gretkowskiej poród jest gwałtem dokonywanym na ciele kobiety i tylko dzięki zdobyczom nauki i techniki udaje się tę opresję znieść. Nie sposób jej opanować rozumowo i emocjonalnie, nie można oswoić i pojąć siebie jako rodzącego ciała, pozostaje tylko uciec w nieświadomość i bezwolę. Jest to więc swoiste (i stosunkowo częste) połączenie postawy Klientki i Sierotki Marysi. W powieści Gretkowskiej współczesna położnica z ulgą odwraca się w stronę Medycyny, która ratuje ją przed Naturą, umiejącą "zadręczyć na śmierć". Deklaruje jawnie swoją fizyczną i psychiczną bezsilność wobec rzeczywistości ciała. To ważne kulturowe wyznanie nie-wiary w bycie ciałem i niestety - nośny wzorzec popkultury.

Postawy nie-wiary w bycie ciałem naturalnie zdolnym do aktywności prokreacyjnych wydatnie wspiera ostentacyjnie obecny w przekazach kulturowych imperatyw, sytuujący zjawisko ciąży, a jeszcze bardzie porodu, w kategoriach ściśle medycznych, w związku z tym wymagające stałego nadzoru lekarskiego, kontroli laboratoryjnej, nierzadko też zabiegów o charakterze inwazyjnym. Warto podkreślić, że całość spraw związanych z narodzinami dziecka pozostaje w gestii lekarzy, nie położnych. W ten sposób w kulturze zachodniej powstaje i umacnia się idea ciąży jako choroby i porodu jako przypadku medycznego.

Rodzącym nie udziela się zbyt wielu informacji, zgodnie z przekonaniem, że nadmiar wiedzy szkodzi, lub też informacje te formułuje się w sposób wysoko specjalistyczny, tak że są one niezrozumiale i w związku z tym - groźnie brzmiące. Kobieta szybko dochodzi do wniosku, że nie jest dobrze wiedzieć zbyt wiele i lepiej, bezpieczniej i odpowiedzialniej będzie w pełni poddać się monitoringowi lekarskiemu. I to jest wszystko, co może zrobić w sprawie swojej ciąży i swojego porodu.

Wyrazistym przykładem takiego modelunku obrazu ciąży, ciężarnej, porodu i rodzącej jest głośno dyskutowany film "Ciąża dla opornych", dołączony swojego czasu do czasopisma  "Shape-mama". Już sam tytuł filmu sugeruje, że ciężarne są "oporne" i trzeba do nich dotrzeć w odpowiedni sposób. Odpowiedni - czyli infantylny. W filmie zostały przedstawione doświadczenia ostatniego trymestru ciąży i porodu trzech Amerykanek, jednak wiodącą bohaterką pozostaje rysunkowa postać brzuchatej Wendy, co sugeruje, po pierwsze - programową infantylizację przekazu, po drugie - ukrytą sugestię, że problemy i przeżycia rzeczywistych bohaterek mają wagę przygód z komiksu.

Natomiast całkowicie realni i poważni są lekarze dający pouczenia i rady, kadrowani na tle aparatury medycznej i sterylnych korytarzy szpitalnych. To oni, i tylko oni, wyjaśniają, podejmują decyzje i wszelkie działania. Są ekspertami od cudzych porodów. Z kolei pacjentki tylko pytają (a i to z rzadka) lub potakują (częściej); wszystko jest dla nich wielką niewiadomą, by nie rzec - czarną magią. Nic dziwnego, skoro na wszystkie swoje wątpliwości uzyskują jedną odpowiedź "skontaktuj się z lekarzem", ewentualnie zostają zasypane informacjami o "najczęściej spotykanych problemach", do których zalicza się w tym filmie nie tylko rozstępy, zaparcia czy bezsenność, ale również zespół cieśni nadgarstka, cukrzycę ciężarnych czy przedwczesne rozwieranie się szyjki macicy i wiele, wiele innych. Nic więc dziwnego, że na trzy filmowe ciąże tylko jedna przebiega bezproblemowo.

Filmowe bohaterki otrzymują wprawdzie informacje od lekarzy prowadzących, ale w taki sposób, aby uzyskiwały przekonanie o swojej pożądanej bierności i podległości. Przykładem może być objaśnianie zasad porodu.

Najważniejszym zadaniem ciężarnej staje się... prawidłowe spakowanie walizki do szpitala. Ale i to wydaje się być zadaniem bardzo trudnym dla filmowej bohaterki, która miota się między listą sporządzoną przez lekarza a stertami przedmiotów. Skoro nie może poradzić sobie z pakowaniem, jak mogłaby poradzić sobie z porodem? Istna Sierotka Marysia.

Wielce charakterystyczny jest sposób, w jaki twórcy filmu podeszli do kwestii sposobów łagodzenia bólów porodowych. Kwestię metod alternatywnych jawnie zbagatelizowali, poświęcając im zaledwie pół zdania; natomiast komunikat o skuteczności, bezpieczeństwie i powszechności stosowania znieczulenia zewnątrzoponowego jest w filmie wielokrotnie podawany.

W podobnie autorytarny sposób potraktowane są kwestie podawania oksytocyny i zabiegu nacinania krocza. Wszystkie bohaterki podczas porodu wyłącznie leżą (przy parciu obowiązkowo na plecach), nie wykazują większej aktywności, poddają się badaniom i zabiegom. Dlatego też cały splendor, ale też satysfakcja ze szczęśliwie ukończonego porodu należy się... wyłącznie lekarzowi.

Charakterystyczny jest też sposób, w jaki ukazuje się w tym filmie pracę położnych. Położne... właściwie nie istnieją! Przemykają się chyłkiem na drugim planie, podają lekarzom dokumenty i narzędzia, niewiele mówią i w większości przypadków są  murzynkami lub latynoskami - to ważny znak kulturowy w kontekście amerykańskim.
Nie warto więc chyba dłużej podawać negatywnych przykładów manipulacji, jakimi przesycony jest ten film. Wypada jednak skonstatować na zakończenie, że - na szczęście -nastawienie do kwestii okołoporodowych zmienia się i obecnie akcent kładzie się raczej na problemy aktywizacji kobiet oraz demedykalizacji porodu, czego dowodem jest ten kongres.

W kobiecym kręgu
W rzeczywistości XXI wieku często zapomina się o tym, że poród to w równej mierze fundamentalne przeżycie intymne, co ważne wydarzenie społeczne. Napisano i powiedziano już wiele o znaczącej roli ojca dziecka, jaką może on odegrać w okresie ciąży, porodu i połogu, i faktycznie - wiele już się w tym zakresie zmieniło na lepsze. Natomiast ciągle jeszcze niewiele mówi się o wpływie innych kobiet (głównie matek, ale też seniorek rodu, sióstr, przyjaciółek, bliskich znajomych) na kształt i jakość doświadczenia prokreacyjnego współczesnych kobiet. Kobiety, które - jak wspomniałam wcześniej - funkcjonują "obok ciała", mają istotny w problem w rozpoznawaniu, nazywaniu i przeżywaniu emocji związanych z macierzyństwem. Są to najczęściej córki matek "odciętych od ciała", które nie przekazały im "tajemnic" kobiecego ciała (bo same ich nie znały), nie nauczyły szacunku dla jego odmienności, praw i potrzeb, nie wpoiły więc przekonania o jego funkcjonalnej (nie estetycznej) wartości. W tych rodzinach nie świętuje się pierwszej miesiączki, nie rozmawia o problemach płci, więc i kwestie okołociążowe i okołoporodowe (a również okołopołogowe) objęte są milczeniem lub banalizowane ("Tyle kobiet to przeżyło, przeżyjesz i ty"; "O tym się szybko zapomina" itp.).

Współczesna kultura nieśmiało zaczyna przypominać, jak wielkie znaczenie miały dawne kręgi macierzyńsko-siostrzane i ubolewać nad przerwanym ciągiem matrylinearnego przekazu i wsparcia, upatrując w nim źródeł osłabiania prokreacyjnej woli i samodzielności współczesnych kobiet. Warto zauważyć, że nawet w krytykowanym filmie jedna z bohaterek (Renee) korzysta ze wsparcia swojej matki i nie bez znaczenia jest fakt, że to Renee właśnie, jako jedyna, bezproblemowo przechodzi całą ciążę, ma lekki poród i czerpie z niego najwięcej radości. Twórcom filmu udało się (być może niechcący) pokazać, w jak istotny sposób obecność, energia innych kobiet, będących blisko ciężarnej i rodzącej, wpływa na przebieg i jakość narodzin. Osoba matki Renne w sposób istotny humanizuje i odmedykalizowuje je.

Jednak nieczęsto życie realizuje podobny, optymistyczny scenariusz. Współczesne kobiety: Barbetki, Profesjonalistki, Sierotki Marysie, nie znajdując wsparcia w rodzinie, poszukują go na zewnątrz. I od tego, jakie źródła odnajdą, w dużej mierze zależeć będą ich przyszłe wybory dotyczące sposobu prowadzenia/przeżywania ciąży i porodu, a później całego macierzyństwa. Nietrudno się domyśleć, że ogromną rolę mają tu do odegrania wszelkie media, z czasopiśmiennictwem dla rodziców na czele, jednak nie można zapominać, że większą siłę oddziaływania niż jakiekolwiek słowo pisane mają Żywe Przykłady. Kobiety (zwłaszcza pierworódki) powielają wzorce rodzenia z otoczenia, innymi słowy - będą chciały rodzić tak, jak rodzą ich koleżanki. Dzieje się tak, ponieważ ciąża dla kobiety "mającej ciało", a nim nie będącej, jest ogromnym obciążeniem psychicznym i dlatego rozpaczliwie poszukuje ona wokół siebie wzorów, przykładów; i - uwaga - jest skłonna oprzeć się na czymkolwiek, byleby tylko nie zostać samą z tym doświadczeniem.

Przemiany medialnych przekazów treści związanych z macierzyństwem zostały już pokrótce omówione, teraz chciałbym podkreślić ogromną i wciąż rosnącą rolę realnych, a zwłaszcza wirtualnych grup wsparcia, jakie zawiązują się na wybranych forach dyskusyjnych. Spotkanie z żywymi osobami, np. w grupie innych ciężarnych, mających podobne doświadczenia, problemy, dylematy, jest oczywiście nie do przecenienia, zwłaszcza jeśli spotkania takie monitoruje profesjonalnie przygotowana do tego osoba. Jednak w polskich warunkach, nawet warunkach wielkomiejskich, jest to przywilej nielicznych; nie ma też ani takiej mody, ani tradycji. Natomiast dostęp `do` internetowych forów dyskusyjnych jest już zdecydowanie łatwiejszy i coraz bardziej powszechny. To w Internecie, a nie w rodzinie, młode kobiety poszukują wiedzy o ciąży, porodzie i połogu. Jest to wielka szansa, ale i wielkie niebezpieczeństwo. Forumowiczki potrafią podawać rzetelne i szczere informacje, potrafią organizować wewnątrzforumowe grupki samowsparcia, ale z równym powodzeniem potrafią też straszyć się, dezinformować, promować niepożądane wzorce rodzenia. Rzadko która ciężarna jest w stanie dojrzale zapanować nad tym chaosem informacji, emocji, faktów i pobożnych życzeń.

Dlatego tak ważna jest korekta, którą mogłaby wprowadzić odpowiedzialna i doświadczona opiekunka ciężarnej - niekoniecznie lekarz prowadzący ciążę, ale raczej ktoś bliski, zaufany, silny, wspierający. Bardzo często korektę taką wprowadza pierwsze spotkanie z położną. Z wywiadów wynika, że jest to bardzo ważny moment dla przyszłej rodzącej; i nie chodzi tylko o informacje, jakich udzieli położna, o ustalenia, jakie zostaną poczynione, ale także (a dla niektórych przede wszystkim) ważny jest sam rodzaj kontaktu, jaki uda się (bądź nie uda) nawiązać z osobą mającą prowadzić poród; ważna jest również postawa położnej, wykazane zainteresowanie, także dla aspektów pozamedycznych; jej kompetencje zawodowe, ale równie ważne są jej empatia `i` intuicja, energia. Dobrze przygotowane i "zasilone" emocjonalnie ciężarne mają duże szanse na satysfakcjonujący poród. Warto o to walczyć.

Rodzić po ludzku - rodzić z ludźmi
Jeśli kobiety nie będą mogły/chciały odnaleźć naturalnych źródeł wsparcia (zwłaszcza bliskich, życzliwych, doświadczonych kobiet), będą poszukiwały wsparcia w środkach zastępczych - medycznych. Medykalizacja współczesnych porodów nie jest więc kwestią wyłącznie osobistych wyborów i preferencji, pozostaje pochodną uwarunkowań rodzinnych, społecznych oraz kulturowych. Dlatego chociaż mają do dyspozycji piękne sale porodowe, wanny i worki sako, nadal obawiają się ?sił natury", z pomocą których mają rodzić. Teraz chodzi więc o  "zaplecze emocjonalne", które pomoże wzbudzić zaufanie do własnego ciała, własnych sił witalnych, woli prokreacyjnej. Aby rodzić po ludzku, trzeba rodzić z ludźmi (niekoniecznie specjalistami) - oni też stanowią rodzaj szczególnych "sił natury".

Pośrodku drogi między imponującym zapleczem medycznych środków wspomagania porodu (o których nienadużywanie toczy się cała sprawa) a serdeczną, mądrą i wspierającą Matką rodzącej (o którą niełatwo) stoi położna, która w swojej osobie łączy potencjał nauki, wiedzy i doświadczenia oraz źródło kobiecej energii, porozumienia, wsparcia. Położna swoją osobą może skutecznie odmedykalizować poród, pod warunkiem że rodząca potrafi/chce skorzystać z jej pomocy. Jednak taka umiejętność/potrzeba wynika już z całkiem innych, pozaszpitalnych uwarunkowań, które zmieniać jest bardzo trudno. Niemniej świadomość wiodącej roli położnej (już nie lekarza) w przebiegu porodu staje się coraz bardziej powszechna, dlatego kontakty z najlepszymi położnymi są dziś na wagę złota.

Na zakończenie chciałabym przeczytać Państwu fragment wypowiedzi uczestniczki forum dla mam, którego jestem moderatorką. Wypowiedź ta dobitnie pokazuje, jak wielkie znaczenie ma dla kobiet w sytuacji okołoporodowej praca położnej, którą pod wpływem wielkich przeżyć są skłonne nawet idealizować:

"Po długim i ciężkim porodzie byłam bardzo wymęczona, nie mogłam się ruszyć, ledwo przełykałam ślinę. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam uśmiechniętą młodą położną. Podała mi wody, pomogła się ogarnąć, wymyła mnie. Opowiedziała mi o synku, pocieszyła. Zawsze kiedy przychodziła na salę, cały pokój aż się rozjaśniał, pacjentki się uspokajały, dzieci przestawały płakać. Nikt nigdy nie dodał mi tyle siły. Nigdy tej dziewczyny nie zapomnę".

Dr Urszula Śmietana
Zajmuje się literaturą i kulturą współczesną; prowadziła wykłady na UW dotyczące problematyki gender oraz funkcjonowania kobiecego ciała we współczesnej kulturze zachodniej; entuzjastka akcji "Rodzić po ludzku"

Tekst wystapienia na Międzynarodowym Kongresie "Witajcie na świecie! - o perspektywach i kierunkach rozwoju światowego i polskiego położnictwa", zorganizowanym przez Fundację Rodzić po Ludzku, Warszawa 2006 r.

sasakawa copy

sasakawa copy

http://www.rodzicpoludzku.pl/dokumenty/grafika/konfa_szczecin_na%20www.png

sasakawa copy

jeden procent

raporty red

raporty red

zorganizuj pokaz filmu zielony

baza porodowek

iconka zamow publikacje

kobiety mowia www

sasakawa copy

iconka lektury obowiazkowe